środa, 5 sierpnia 2015

Następny krok. - N. (VIXX) +18

No to jest scenariusz dla Zuni KwiStach z N. ^^
Jest to ogólnie mój pierwszy raz kiedy coś takiego piszę. 
Mamy nadzieję, że się będzie podobało. Miło widziane komentarze. :)
Ok.1340 słów.


- Nareszcie- powiedziałam cicho, kiedy przypomniałam sobie, że dzisiaj mam urodziny.
Oczywiście nie cieszyłabym się z tego tak, gdyby nie fakt, że mój chłopak wczoraj wrócił z trasy koncertowej, a dzisiaj mamy się spotkać. Z racji, że ja mieszkam nadal z rodzicami, mam przyjechać do niego do domu, gdyż on już dawno opuścił rodzinne gniazdo. Jesteśmy razem od pół roku, rocznica będzie za około tydzień, co również mnie bardzo cieszyło. Już nawet wzięłam wolne tego dnia. Jest środek lipca, przez co na dworze jest bardzo gorąco. Postanowiłam ubrać na dzisiejszą okazję piękną, koronkową sukienkę, sięgającą do połowy ud, ze złotym zamkiem z tyłu. Ubrałam pod spód komplet białej bielizny. Zrobiłam charyzmatyczny makijaż, oraz nałożyłam złote kolczyki i pierścionek.


Powinnam już wychodzić. Chłopak miał po mnie przyjechać. Mówiłam mu, że mogę przecież autobusem przyjechać, ale on się uparł, że mnie zawiezie. Przed wyjściem ubrałam szpilki, poprawiłam usta pomadką, oraz psiknęłam się perfumem. Wychodząc z domu, pomachałam już Hakyeon, który czekał oparty o samochód. Wyglądał zjawiskowo. Miał białą koszulę, która podkreślała jego mięśnie. Gdy podeszłam do niego, pocałowałam go w policzek, gdyż nie jesteśmy jeszcze na etapie "lizu lizu"

-Cześć skarbie- powiedział otwierając mi drzwi do samochodu.
Jazda samochodem minęła w dość miłym- według mnie- klimacie, mimo iż w ogóle się do siebie nie odzywaliśmy. Byłam dość skrępowana, bo długo się nie widzieliśmy. Zdążyłam zauważyć, że zmienił trochę fryzurę, przez co wyglądał jeszcze atrakcyjniej niż zawsze. Hakyeon miał już nie jedną dziewczynę, a ja jestem "nie doświadczona" w tych sprawach, dlatego to on powinien pomagać mi stawiać kroki na nowym gruncie.
- Tęskniłam za tobą. Bardzo. - oznajmiłam nieśmiało, spoglądając w jego stronę. Uśmiechnął się lekko, co bardzo mnie uradowało.
- Ja za tobą jeszcze bardziej. - uwielbiam, gdy do mnie tak mówi. On, tak naprawdę jest pierwszym chłopakiem, w którym zakochałam się tak na poważnie. Czasami jednak mam wrażenie, że czegoś brakuje. Myślę, że przez to, że stoimy w miejscu, to zaczyna być dla niego nudne, dla mnie zresztą też . Już kiedyś próbowaliśmy uprawiać seks, ale ja w ostateczności się wycofałam, nadal sądzę, że to była dobra decyzja. Nie byłam wtedy jeszcze gotowa, a z resztą to było chyba dopiero miesiąc po tym jak ze sobą zaczęliśmy chodzić. Ciągle przytulamy się, brakuje mi go.. coraz bardziej tego pragnę. Myślę, że nie bez powodu ubrałam dzisiaj najładniejszą bieliznę jaką posiadam. Zrobię to z nim, nie wiem czy dzisiaj, ale już niedługo. Boję się, ale chcę to zrobić dla naszego związku.
Gdy wysiedliśmy z samochodu, Hakyeon zaproponował, żebyśmy się przeszli po okolicy. Nie dziwię mu się, bo okolica jest tutaj naprawdę piękna, mimo, iż jest to totalne odludzie. Przeszliśmy się wąską dróżką. To, że mało co było widać, światło dawały jedynie odległe lampy ustawione wzdłuż niedużej uliczki. Klimat był dość romantyczny, co stawało się dla mnie dość niekomfortowe. Koleżanki często mi takie sytuacje opowiadały, ale nigdy nie wiedziałam jakie to uczucie naprawdę być w takiej sytuacji. Hakyeon nagle złapał mnie za rękę. Chwilę zajęło zanim przyzwyczaiłam się do uścisku jego dłoni. Niespodziewanie zatrzymał się, pociągając mnie, abym również zaprzestała ruchu. Przyciągnął mnie lekko do siebie, namawiając do kontaktu wzrokowego, co było dla mnie bardzo krępujące.

- Może.. pójdziemy o krok dalej ?- zapytał nieśmiało, patrząc się na mnie spode łba. Skinęłam prawie niewidocznie głową, a on powoli zaczął się do mnie zbliżać, przez co serce biło mi coraz szybciej. Całowaliśmy się niedługo, jednak bardzo delikatnie, a zarazem namiętnie i łapczywie. Jest to ciężkie do opisania, ale w tym były zawarte nasze odczucia. Rozmawiając o tym, jak bardzo nam na sobie zależy, poszliśmy wolnym krokiem do niego do domu. Weszliśmy na jasno urządzony korytarz, zdjęliśmy buty i poszliśmy do kuchnio-jadalni. Hakyeon włączył jakąś muzykę, oraz wyciągnął wino i dwa kieliszki. Usiedliśmy naprzeciwko siebie, zaczęliśmy gadać, wspominać to jak się poznaliśmy. Niedługo później podeszłam do okna, nadal nie mogąc zrozumieć jak pięknie tam jest. Nagle Hakyeon objął mnie i przytulił. Nie wiem o co chodzi, ale wtulam się w niego zamykając oczy. Nagle pomyślałam o T Y M, przez co poczułam motyle w brzuchu.

- Teraz..., tak myślę sobie, że moglibyśmy zrobić coś, co może nas jeszcze bardziej zbliżyć do siebie. - zaproponował nieśmiało. Byłam w szoku, ale chciałam tego.

- Też tak myślę..- powiedziałam niepewnie i prawie niesłyszalnie spuszczając głowę. 
Hakyeon złapał mnie za podbródek, zmuszając abym na niego spojrzała, co było dla mnie bardzo trudne, w tej sytuacji. Chłopak nagle wpił się w moje usta, co zbiło mnie jeszcze bardziej z tropu. Jestem bardzo skrępowana teraz, jednak po chwili odwzajemniam pocałunek. Chwila trwała długo, przedłużając pocałunek, Hakyeon wplątał rękę w moje włosy, jednocześnie przyciskając mocniej do siebie. Drugą, zaś zaczął powoli rozpinać moją sukienkę, której już chwilę później nie miałam na sobie. Czułam się bardzo skrępowana, stojąc przed nim w samej bieliźnie. On nagle przesunął opuszkami palców wzdłuż moich ramion. Zaczął delikatnie pieścić moją skórę na brzuchu, udach, coraz bliżej intymnego miejsca.
Język chłopaka zaczął delikatnie pieścić me podniebienie, delikatnie przygryzał moją dolną wargę w geście namiętności. Podniecenie było wyczuwalne w powietrzu. Hakyeon nagle wziął mnie na ręce, wciąż całując. Niósł mnie powoli w kierunku sypialni, a jak już tam byliśmy to delikatnie postawił mnie na nogach. Zaczął powoli odpinać swoją koszulę co jakiś czas muskając moje usta. Gdy ją w końcu rozpiął, rzucił ją gdzieś w kąt przyklejając się do mnie. Jego dotyk mnie paraliżował, to było cudowne uczucie. Pocałunki Hakyeon znów zeszły na moją szyję, sprawiając, że znów wzdłuż kręgosłupa przeszły mnie dreszcze. Nagle jego ręce znalazły się na zapięciu mojego stanika.Powstrzymałam go przed tym odsuwając się.

- Co się stało ? - zapytał smutno. - Wstydzę się. - odpowiedziałam niepewnie. -Jesteś piękna, nie masz się czego wstydzić. - powiedział przytulając się do mnie. Hakyeon doskonale wie, że to jest mój pierwszy raz, on jednak robił już to dużo razy, co daje mu przewagę nade mną.
Nie wiem co mi strzeliło do głowy, ale sama właśnie zdjęłam stanik. Stałam w samych majtkach naprzeciwko chłopaka, którego kocham. On chwilę patrząc na mój biust, znów wpił się w moje usta, schodząc coraz niżej, poprzez szyję, przygryzając leciutko skórę, później na obojczyki, następnie dotarł do piersi, które zaczął delikatnie pieścić, co dawało mi dużą przyjemność.
Nagle rzuciłam się na niego. Teraz na nim leżałam, zaczęłam go całować bo całym torsie, lekko przygryzając sutki. Starałam się dać mu jak największą przyjemność. Zrobiłam mu małą malinkę przy obojczyku. Gdy mi się już znudziło, namiętnie go pocałowałam w usta, on nagle mnie przewrócił, będąc nade mną. Najpierw ssał moją szyję, przygryzał, co dawało mi dużo przyjemności, później zjechał niżej. Teraz pieścił językiem moje piersi. Jęknęłam delikatnie, gdy tylko je dotknął, ale przygryzłam usta i starałam się tym rozkoszować. Niedługo potem zjechał językiem po moim brzuchu i zatrzymał się na udach. Zaczął całować je od zewnątrz, a później zajął się ich wewnętrzną stroną. Zaczął przesuwać się nieco wyżej. Znalazł się między moimi nogami. Wygięłam się i głośno jęknęłam. Yeon pieścił moje intymne miejsce. Robił to delikatnie i bardzo się starał, by sprawiało mi to jak największą przyjemność. Gdy chłopak skończył, czule mnie pocałował.

N położył się na mnie podpierając się rękami, by nie było mi ciężko. Chłopak zaczął powoli we mnie wchodzić. Robił to bardzo delikatnie. Kiedy zaczął się już poruszać pocałował mnie bardzo czule i zaczął trochę przyspieszać ruchy miednicą, a ja zaczęłam wydawać co jakiś czas ciche jęki zadowolenia. On również co jakiś czas jęczał. Nagle poczułam w sobie rozlewające się ciepło. N doszedł, a ja razem z nim. Chłopak chwycił mnie za ręce i przyciągnął do siebie.
- Dziękuję, byłaś wspaniała.- Powiedział zdyszany, całując mnie w czoło.
Kocham Cię -obdarował mnie czułym pocałunkiem.

Następnego dnia obudziłam się sama w łóżku. Czując się lekko zawstydzona szybko pozbierałam swoje rzeczy i poszłam do łazienki ogarnąć się. Gdy wyszłam, poszłam go kuchni gdzie na stole czekało śniadanie, Hakyeon stał przy lodówce, tyłem do mnie. Podeszłam do niego i go od tyłu przytuliłam.
-Kocham Cię. - powiedziałam całując go w usta. On uśmiechając się, wyciągnął z kieszeni, przepiękny wisiorek, który zawiesił mi na szyi.
- To prezent urodzinowy. - szepnął przygryzając lekko moje ucho.
- Dziękuję.- odpowiedziałam nieśmiało.
_________________________________________________________________________

Mam nadzieję, że się podobało. 

Proszę o komentarz :3 









wtorek, 26 maja 2015

Depresja. - Sehun. (EXO)

Przepraszam, że to tak długo trwało. Aż mi wstyd, naprawdę. No, ale w końcu się doczekałaś Sejin scenariusza z Sehunem.
Mam nadzieję, że się spodoba i proszę o opinię, napiszcie również, jeżeli będą jakieś błędy, albo uwagi. Pragnę też dodać, że jest to najdłuższy scenariusz, jaki udało mi się do tej pory napisać :)
Ogólnie stworzyłam trochę depresyjny klimat, ale może wam się spodoba. 
Życzę Ci miłego czytania. ^^
Ok. 3461 słów.


Las. Muzyka. Ciemność. Łzy. Ból. Samotność.
Biegnę przed siebie, nie patrząc pod nogi. Jestem bezużyteczna. Każdemu na tym świecie żyłoby się lepiej i łatwiej, gdybym zniknęła. Moim marzeniem jest uciec jak najdalej od szkoły, domu, ludzi i zostać sama. Nikt nie mógłby mnie skrzywdzić, ani ja nikomu nie zadałabym więcej bólu. Jednak mówiąc "ucieczka" nie mam na myśli samobójstwa. Nie mam odwagi. Boję się tego co będzie potem. Ciemność? Jasność? Nicość? Piekło? Czy może niebo? Nic by nie było i to mnie właśnie dobija. Jestem tchórzem.
  
Jest czwartek. Zimny listopad. Godzina 20.

Po 3 godzinach biegania po lesie i usiłowaniu rozładowania gniewu, który aż kipi ze mnie, wróciłam do domu. Wbiegłam, rzucając plecak w przedpokoju na podłogę. Rodzice siedzieli w salonie i oglądali jakiś film. Pewnie zaczną zaraz robić kolację. Następnie weszłam do pokoju, wyjęłam z szafy rzeczy na przebranie i poszłam do łazienki. Umyłam swoje buty, które następnie położyłam na kaloryferze; Umyłam lodowatą wodą twarz, aby nie było widać, że płakałam.
-A właściwie to dlaczego ? - wyszeptałam do swojego odbicia w lustrze. 
Poszłam do swojego pokoju wzięłam tabletkę nasenną, spakowałam się do szkoły, zaplotłam warkocza i poszłam spać. Może jutro będzie lepiej ?
Leżałam jeszcze godzinę, aż w końcu zasnęłam. 
Obudziłam się rano z całymi napuchniętymi oczami. Nie chciałam iść do szkoły, ale nie miałam innego wyjścia.

*Sehun*


Dzień jak każdy inny. Znowu jadę do szkoły ze słuchawkami na uszach. Gdy byłem już w szkole (jakieś 20 minut przed rozpoczęciem lekcji), przywitałem się z kumplami, a potem nam odwaliło i zaczęliśmy rzucać się papierkami. Najlepsza zabawa na poprawienie z samego rana humoru. 

Pech chciał, że niechcący rzuciłem w jakąś dziewczynę, która na chwilę weszła do klasy po jakąś książkę. Chłopacy zaczęli się śmiać, jednak mi nie było do śmiechu; ona również nie wyglądała na radosną. Kojarzę tę dziewczynę. Nigdy nie widuję jej ze znajomymi, dlatego też nasuwa mi się wniosek, iż nie jest ona zbyt towarzyska. Wstyd mi za to, że moi znajomi się z niej śmieją. Widać po niej, że coś jest nie tak. Ma napuchnięte oczy, nie uśmiecha się, ubiera się w ciemne barwy, a włosy- w przeciwieństwie do innych dziewczyn- zawsze ma rozczochrane, ale za to tak piękne. Może tylko ja dostrzegałem w nich piękno, a na pewno były śliczne, chyba tylko ostatni kretyn, by tego nie zauważył. Prawdopodobnie nikt nie chce, bądź nie może- jej pomóc. Nagle zapragnąłem ją poznać, zaprzyjaźnić się z nią, i - przede wszystkim- sprawić by na jej twarzy zagościł uśmiech. Sądzę, że dogadałbym się z nią, sam kiedyś przez dobry rok miałem depresję- cudem się z niej wydostałem. Różnica jest taka, że ja sam musiałem się przekonać; sam sobie musiałem udowodnić, że jednak jest dla mnie szansa, ale w moim przypadku- nikt się mną nie zajmował, nikt nie zauważył, że się odizolowałem; dlatego ja teraz nie pozwolę, aby tą dziewczynę wciągnęła samotność.
-Zaraz wrócę- Mruknąłem, wychodząc z pomieszczenia.

 Rozejrzałem się po korytarzu, lecz jej nie dostrzegłem. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia (no może prawie wszystkie, z wyjątkiem damskich toalet), ale jej nie było. Trudno, poszukam na innych przerwach.

Spędziłem wszystkie przerwy na szukaniu jej, ale nigdzie nie znalazłem. Po wszystkich standardowych lekcjach w szkole było już mało ludzi, bo większości nie chce się zostawać na dodatkowych, bardzo przydatnych- według mnie- lekcjach. Poszedłem do szkolnego kącika, gdzie o tej porze nikogo nie ma, bo sklepik jest zamknięty. Do lekcji zostało 15 minut. Usiadłem na podłodze w najmniej widocznym miejscu, za stolikami. Marzyłem teraz o cieplutkim łóżku w swoim pokoju. Zacząłem czytać książkę; przeniosłem się w pogmatwany świat wymyślony przez autora.

W najmniej oczekiwanym momencie podszedł do mnie jakiś typek. Kojarzę go; to jest jeden z tych "złych" w szkole. Gdy tylko nadarzy się okazja to poniża innych, a jego ulubione zajęcia pozaszkolne to palenie, ćpanie, upijanie się w lasach, a jego słownik nie jest ubogi w wulgaryzmy. Ooo tak, to jest jego żywioł, gdyby była taka możliwość to z pewnością ustawił by się na pozycji "władcy" słabszych od niego samego ludzików, których- według niego- jest pełno.
- Szukałeś Kiry.- O i w dodatku jaką ma dobrą pamięć. Tak, popytałem kilku ludzi o nią, a z racji, że on wszystkich "zna", to zapytałem również i jego.
- No, a co ? - zapytałem bezinteresownie, nie podnosząc przy tym nawet głowy. Nie mam ochoty patrzeć na jego obrzydliwą twarz.
- Lepiej ją zostaw w spokoju.- Powiedział stanowczym głosem.  Mam się bać ? To zabrzmiało jak groźba. Pewnie myśli, że się go będę bał, oj mylisz się kolego.
- Bo co ? -Podniosłem się z podłogi, patrząc mu się w oczy. Facet miał pecha, bo gdy się w pełni wyprostowałem, to mogłem mu spokojnie napluć na głowę. Byłem od niego wyższy  o ok. 7-9 cm. Złość i groźba była widoczna w jego spojrzeniu. Cały Max- bo tak miał właśnie na imię- czarne oczy, ciemne włosy, opadające lekko na jego czoło, przysłaniając lekko jego prawe oko, do tego jego wzrost, daje mi nad nim przewagę, mimo tego, że jest ode mnie o 2 lata starszy.
- To mój kąsek. - Odparł zbliżając się lekko. Niespodziewanie uderzył mnie z liścia. Hahah- zaśmiałem się w myślach- jak baba. 
Zaśmiałem się tym razem na głos, co zdenerwowało go jeszcze bardziej. Puszy się jak jakiś struś, chyba dawno nikt mu nie pokazał, że nie on rządzi ludźmi. Jak dobrze, że trenuję taekwondo, niebieski pas "symbolizuje niebo w kierunku, którego roślina pnie się i rozrasta w potężne drzewo wraz z rosnącym stopniem zaawansowania w Taekwon-do." 
Nagle kopnąłem go z dwitchaga i dobiłego dwoma yopami. Taka łatwa kombinacja z treningów, która tak łatwo może obalić przeciwnika. Odskoczył on o około 2 metry i stracił równowagę, ale nie przewrócił się. Złapał się jednak za brzuch i wykrzywił twarz w grymas bólu. Po kilku chwilach spojrzał się na mnie, rozpędził się i już miał uderzyć, kiedy ja uśmiechnąłem się, widząc jego zamiary i zablokowałem go, oraz dowaliłem dwa razy w szczękę, tak w razie co. Zostawiłem go samego i poszedłem do toalety ogarnąć się trochę. Wszystko jest ok, ani śladu po poprzednich wydarzeniach.

***


Wolnym krokiem szedłem na przystanek autobusowy. Usiadłem na miejscu pod oknem. Naprzeciwko mnie były 2 wolne miejsca. Do domu jadę około piętnastu minut. Sen znowu mnie otaczał. Powieki stawały się coraz cięższe.. aż w końcu drzwi od autobusu się otworzyły, co oznaczało nową dostawę ludzi. Patrzyłem się w okno rozmyślając, co będę robił w ten weekend, oprócz uczenia się. Być może pójdę na mecz z kumplami, albo na imprezę, trochę potańczyć.

Moje przemyślenia przerwał wzrok dziewczyny, która dopiero usiadła naprzeciw mnie. Piękne oczy, prześwietlające mnie na wylot i piękne malinowe usta i podłużna twarz. Tak, to jest ona- Kira. Ale jedno mi się w jej oczach nie podobało- smutek. Samotność jakby ją pożerała od środka. Twarz ma zaczerwienioną, a oczy czerwone i szklane. Znowu powróciło do mnie to pytanie : Jak mogę jej pomóc ? Mając jeden pomysł w głowie, postanowiłem zagadać.
- Hej- powiedziałem patrząc się prosto w jej oczy. Nic nie odpowiadając, spojrzała się na mnie podejrzliwie.
- Cześć- mruknęła cicho, odwracając głowę w stronę okna. Kurczę.., teraz nie mam pojęcia, co mogę zrobić, żeby zagadać.
- Chodzisz do mojej szkoły..- zacząłeś konwersację. Ona bezinteresownie kiwnęła głową, jednak widać, że czekała na dalszą część mojej bardzo kreatywnej wypowiedzi.
- Noo i.. - podrapałem się nerwowo po karku.-Dzisiaj rano, niechcący Cię uderzyłem papierkiem. - skończyłeś niepewnie. Ona uśmiechnęła się, tylko na ułamek sekundy i prawie niewidocznie, jednak zauważyłem to.
- Chciałem Cię bardzo przeprosić. - Oznajmiłem, poważnym i niskim głosem.
- Nic się nie stało. - Kira odpowiedziała bezinteresownie. 
- Wiesz.. jak chciałabyś z kimś kiedyś pogadać o swoich problemach, to jestem do twojej dyspozycji. - Zaproponowałem. Ona jakby przez chwilę łączyła wątki, a następnie odparła
-Nie dzięki. - Jak na jej osobę, to grzecznie podziękowała.- pomyślałem.  
Właśnie minęliśmy mój przystanek, ale ja postanowiłem, że odprowadzę Kirę do domu. Żebym miał pewność, że nikt jej nie zaczepi po drodze, oraz, że będę wiedział, gdzie mieszka- tak w razie co. Z tego co widzę, to raczej nie ma ochoty ze mną dalej rozmawiać. Dobra, nic na siłę, właśnie sobie przypomniałem, że gdy ja byłem w takim, niezbyt ciekawym stanie, to również nie miałem ochoty dzielić się z nikim moimi wrażeniami. 
Kira wysiadła dwa przystanki za moim domem, oczywiście ja zaraz za nią. Nie wiem, czy ona wie, czy nie, że za nią idę, ale chyba za bardzo ją to nie ciekawiło. Szliśmy z siedem minut, aż w końcu doszliśmy (Jjong, bez skojarzeń ty zboczeńcu!) pod dość niewielki biały dom, który otaczał czarny płot. Drzwi i oprawy okien były również czarne, co stanowiło piękny kontrast. Gdy Kira otworzyła kluczem bramkę, zawołałem ją.
- Słucham ? - zapytała, odwracając, się. Właśnie dostrzegłem, ile uroku posiada ta osoba.
- Proszę.- powiedziałem wręczając jej małą karteczkę, którą napisałem na jednej z przerw, zamiarując jej ją dać, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Był tam napisany mój numer telefonu, oraz informacja: zadzwoń jak będziesz chciała pogadać.
- Dzięki.- wzięła ją, a następnie poszła do domu. Stałem i patrzałem się jak przechodzi przez framugę.


***

Gdy wróciłem do domu, położyłem się od razu spać. W domu jak zwykle nikogo nie było. Tym razem dlatego, że rodzice na weekend wyjechali gdzieś na jakieś spotkania, nie mam pojęcia czy prywatne czy biznesowe. 
Obudziłem się o 22, rozciągnąłem się trochę, bo mi kości aż zdrętwiały. Uradowany, że w końcu weekend, poszedłem do łazienki się trochę ogarnąć. Wziąłem długą kąpiel, oczywiście słuchając przy tym muzyki, która leciała z mojego pokoju. Gdy wyszedłem, ubrałem się i postanowiłem trochę pograć na komputerze. Trochę straciłem rachubę czasu, gdyż była już godzina 24. Właśnie sobie uświadomiłem, że od godziny dwunastej nic nie jadłem. Wtedy postanowiłem zrobić sobie coś do jedzenia. Zszedłem po schodach do ciemnego przedpokoju, żeby następnie przez ciemny salon przejść do kuchni. Zacząłem robić sobie kanapki. Bardzo kreatywne, no ale na razie na nic więcej nie pozwalają mi moje chęci. W śród nocnej ciszy, nagle usłyszałem cichy dźwięk mojej komórki. Cholera ! Szybko zerwałem się z miejsca i popędziłem, potykając się przy tym na schodach, do pokoju, żeby móc spokojnie odebrać ten przeklęty telefon. 
- Halo ? - odebrałem, lekko zdyszany, powalając się na łóżko. 
- Halo ? - zapytałem ponownie, nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi. Co jest ? Ktoś sobie jaja ze mnie robi ?
- Cześć. - Usłyszałem cichy, niepewny głos. 
- Kto mówi ? - Zapytałem.
- Tu Kira.- głośno przełknęła ślinę.- Powiedziałeś, że jeżeli będę miała ochotę pogadać, to mogę na ciebie liczyć. Czy to jest nadal aktualne ? - Jezu, co to za pytanie ! Jak ja się cieszę, że ona zadzwoniła. Nigdy bym nie przypuszczał, że to nastąpi tak szybko.
- Jasne ! - uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi. - powiedziałem. - Cokolwiek ci tylko ślina na język naniesie. - dodałem.
- Dobrze, tylko.., nie wiem co mam powiedzieć. - Zaśmiała się nerwowo.
- Mów cokolwiek. - zaproponowałem.

I tak właśnie, przegadaliśmy prawie całą noc.. no do 5 rano gadaliśmy. Kira na początku nie była otwarta i bardzo skrywała swoje emocje, jednak po godzinie zaczęła mi się zwierzać. Powiedziała mi, o czym myśli, kiedy nikt do niej nic nie mówi, powiedziała jakie ma lęki i czego się obawia. W końcu przez telefon zupełnie inaczej się rozmawia, niż twarzą w twarz. Zawsze trzeba od czegoś zacząć.
O 6 poszedłem spać. Byłem wykończony po całonocnej rozmowie, ale jednocześnie szczęśliwy, że nawiązałem z Kirą kontakt. No i oczywiście głodny, bo w końcu nie zjadłem swoich kanapek. 

Obudziłem się o 13. Ubrałem się, a następnie poszedłem zjeść swoje kanapki, które musiałem przerobić w tosty, bo były już wyschnięte. No i do tego jajecznica i pyszne śniadanie gotowe ! Gdy w końcu się najadłem, poszedłem się przejść i zaczerpnąć świeżego powietrza, jednakże, nie przepadam za dniem, dlatego wróciłem i poszedłem oglądać jakiś film. Napisałem do Kiry sms o treści:

 "Hej, jak się obudzisz, to daj znać.- Sehun" 

Po 10 minutach dostałem odpowiedź: 

"Już dawno nie śpię.  Mam do Ciebie prośbę. Nie dzwoń więcej do mnie i nie pisz. Popełniłam błąd zwierzając ci się, pewnie już cała szkoła wie o moich problemach. Dzięki, ale to na pewno mi nie pomoże."

O czym ona mówi ? Przecież ją zapewniałem, że może mi zaufać. Chyba powinienem jej powiedzieć o moich dawnych problemach. Czuję, że ona sądzi, iż ja jestem jakimś rozpieszczonym bachorem, który myśli tylko o jednym i śmieje się z czego tylko popadnie. Jestem kompletnym przeciwieństwem Maxa. Jakiś czas później, gdy przemyślałem sobie wszystko, była godzina 17. Postanowiłem zadzwonić do Kiry. Nie odbierała, ale po kilku minutach otrzymałem od niej wiadomość: 

" Prosiłam, żebyś nie dzwonił, idę zaraz do lasu wszystko przemyśleć, więc nie mam nawet czasu na rozmowę, pa"

Hejj ! Ale skoro, Kira idzie teraz do lasu, to znaczy, że mogę za nią iść ? W ekspresowym tempie zacząłem się ubierać i wyparowałem z domu. Autobus będzie za 13 minut, a ja nie mam czasu, żeby tyle czekać, więc pobiegłem pod dom Kiry. Biegłem tam jakieś 10 minut, cały zdyszany ukryłem się za krzakiem naprzeciw bramy jej domu. Las był bardzo blisko, bo jakieś cztery minut drogi stąd, pewnie dlatego właśnie tam lubiła chodzić, bo wspominała coś o tym; mówiła mi, że nie ma tam ludzi, może robić co chce i niczego nie musi przed nikim ukrywać. Teraz, ukrywając się pod jej domem nie wiedziałem czy już wyszła, czy jeszcze nie. Postanowiłem, że jeżeli za czterdzieści minut nie pojawi się, to pójdę jej szukać w lesie, jednak przypuszczałem, że ona jeszcze nie wyszła. No i się nie myliłem, po upływie mniej więcej trzydziestu minut, Kira wyszła z domu. Wyglądała tak jak zawsze; wolnym krokiem kierowała się w stronę lasu. Ja szedłem wolno za nią, nie ukrywałem się przed nią, bo i tak wiedziałem, że ona nie ma w zwyczaju odwracać się za sobą. Po upływie kolejnej pół godziny Kira zaczęła biec. I to nie wolno, pędziła, jakby chciała przed kimś uciec. Może ona wiedziała, że za nią idę ? Trudno, i tak będę za nią biegł, być może uda mi się z nią porozmawiać w cztery oczy.

*Kira*

Dość tego !  Mam ochotę wybuchnąć płaczem i zacząć krzyczeć. Jest trochę zimno, ale z tego wszystkiego już nic nie czuję. Jestem przepełniona gniewem i żalem. Dlaczego to akurat mnie musiało spotkać ? Już nigdy nikomu nie zaufam.
Zatrzymałam się, lekko zdyszana stałam w środku lasu, gdzie na pewno nikt mnie nie usłyszy. Niebo robiło się coraz ciemniejsze. Nastawała atmosfera, którą lubię najbardziej. Zaczęłam płakać, szloch przejął całe moje ciało. Postanowiłam dosadnie wyrzucić z siebie to, co najbardziej leżało mi na sercu, cały gniew do innych ludzi.
- Nigdy już nikomu nie zaufam ! Nigdy ! Nienawidzę was wszystkich ! Zostawcie mnie w spokoju ! Co ja wam ludzie złego zrobiłam !? No cooo !? - zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Wykrzywiając twarz w grymas bólu, kiedy spojrzałam na kawałek wystającego nadgarstka spod mojej kurtki. Blizny, które pewnie nie znikną już z moich rąk wyglądały obrzydliwie.
- Dlaczego wy mi to wszyscy robicie !? Nie widzicie, że już nie wytrzymuję !? Mam dość ! Ja też mam uczucia ! - krzyczałam coraz głośniej, zdzierając sobie gardło. Z oczu, po policzkach, cały czas spływały mi łzy, miałam słony posmak w ustach. Bez sił, zakryłam twarz w dłoniach,a następnie opadłam na kolana. 

*Sehun*

To co zobaczyłem, naprawdę mną wstrząsnęło. Stałem, oparty o drzewo, miałem aż szklane oczy, niby faceci nie płaczą, ale gdyby ktoś zobaczył to co ja właśnie przed chwilą, to nikt nie pozostałby obojętny. No może z wyjątkiem Maxa. Postanowiłem podejść do Kiry, która klęczała i płakała, zasłaniając swoją twarz. Ja tego nie rozumiem, ale może ona naprawdę tak wyładowuje swój gniew ? Świat musiał naprawdę zrobić jej dużą krzywdę. Szybko do niej podszedłem, kucnąłem i objąłem.
Ona zdezorientowana podniosła głowę i spojrzała się na mnie. Wyglądała okropnie. Twarz miała całą mokrą od łez, oczy tak czerwone i napuchnięte, że raczej do jutra jej to nie przejdzie, a do tego ogólnie całą twarz miała czerwoną. Spojrzała się na mnie zdezorientowanym wzrokiem, a ja po prostu nie miałem innego wyjścia. Musiałem ją przytulić. Na początku, Kira nic nie robiła, jednak po chwili, również mnie objęła i przytuliła, cicho szlochając. Gdy trochę jej przeszło, wyjąłem z kurtki chusteczki i dałem jej.
- Już lepiej ? - zapytałem łagodnie.
- Tak, dzięki. - odpowiedziała, ciągnąc nosem. 
- Chodź do mnie do domu, tam będziemy mogli spokojnie pogadać. - zaproponowałem.
- Nie dzięki, lepiej będzie, jeżeli pójdę już do domu, ciemno już, rodzice się martwią. - zaprotestowała.
- To po prostu powiedz im, że poszłaś do koleżanki na noc. Wtedy nie będą się martwili, no chyba, że wolisz pójść do domu i tłumaczyć się, dlaczego jesteś cała w błocie i dlaczego jesteś taka czerwona. - odpowiedziałem.
- No dobrze. - Poddała się. 

W ciszy, wolnym krokiem szliśmy w kierunku przystanku. Podjechaliście kawałek autobusem, żeby było szybciej. Kira nie miała siły na przejście zbyt dużego dystansu.
Gdy weszliśmy do domu, dałem jej jakieś moje, za małe rzeczy, bo swoje miała brudne od błota, a następnie nalałem jej wody do wanny i kazałem pójść wziąć ciepłą kąpiel, bo też trochę zmarzła. 

Po upływie pół godziny, Kira wyszła z łazienki. Zawołałem ją do kuchni, gdzie na stole leżała przygotowana kolacja. No oczywiście- nie jestem w tym zbyt dobry, ale zrobiłem zapiekanki. Dodałem sera, pieczarek, ketchupu, szynki, cebuli i trochę sosu czosnkowego. Mam nadzieję, że nie jest żadną wegetarianką, ani nic w tym stylu. W sklepiku szkolnym często coś podobnego można dostać, więc sądzę, że Kira nie jest "francuskim pieskiem". Kira usiadła na krześle, wcześniej na jednym ze schodków zostawiając swoje brudne rzeczy. Zostawiając ją na chwilę samą, wziąłem jej rzeczy i wrzuciłem do pralki, żeby się szybko wyprały. Wszedłem na górę, do swojego pokoju i włączyłem muzykę, dość głośno, żeby było słychać na dole. Włączyłem taką dość poważną piosenkę, jakieś popowe piosenki, które lecą w radiu, można usłyszeć w nich normalny śpiew, jak i lekki rap. 
Wróciłem na dół, muzykę było idealnie słychać, ale nie była na tyle głośno, więc mogliśmy normalnie pogadać. Usiadłem przy stole naprzeciw Kiry. Spojrzała się na mnie, a następnie spuściła głowę. 
- Proszę, jedz. - powiedziałem, wskazując na zapiekanki, które zdążyły już trochę ostygnąć. 
Gdy zjedliśmy, zaprowadziłem Kirę do swojego pokoju. Kira usiadła na łóżko, opatulając się kocem, który leżał obok. Ja natomiast ściszyłem muzykę. Usiadłem naprzeciwko jej i spojrzałem w oczy, ona lekko się speszyła i odwróciła wzrok. 
- Fajny pokój. - Powiedziała.
- Dzięki.- Uśmiechnąłem się, a następnie spoważniałem i w geście "pocieszenia" złapałem ją za rękę.
-Możemy teraz pogadać ? 
- No dobrze.- zgodziła się.
- No to.. Chciałbym powiedzieć, że nie opuszczę cię. Rozumiem twój gniew, Wiem, co czujesz i jak się czujesz, również rozumiem to, w jaki sposób odreagowujesz od życia codziennego. - Tu spojrzałem się na jej zabliźniony nadgarstek, a następnie przełknąłem ślinę.- Zależy mi na tym, żeby ci pomóc. Odkąd zwróciłem swoją uwagę na Ciebie, to postanowiłem,  że ci pomogę, choćbyś nie wiem jak ode mnie unikała, i tak nie uciekniesz, znajdę cię nawet na końcu świata. Zależy mi na tobie. - Skończyłem i spojrzałeś w załzawione oczy swojej koleżanki. Wszystko co powiedziałem, było prawdą. 
Następnie opowiedziałem jej, swoją historię o swojej depresji.
- Myślę, że dogadamy się. - dokończyłem i ją przytuliłem, bo leciały jej łzy, a nie lubiłeś jej oglądać w takim stanie. 
Gdy puściliście się, zacząłem mówić dalej.
- Jesteś naprawdę śliczna, masz świetną figurę, piękne proporcje, zdrowe włosy, piękne oczy, zgrabny nosek, duże usta.. - tu spojrzałem się właśnie na nie. 
- Jesteś bardzo wrażliwa, nieśmiała, a to również są same zalety. - dodałem.
- No, ale usta no masz nieziemskie.- zażartowałem, obejmując dłonią twarz Kiry. Kciukiem dotykałem jej twarzy. Powoli zjeżdżałem po policzku w kierunku ust. Ona się uśmiechnęła, tak szczerze. Chyba pierwszy raz ją widzę tak uśmiechniętą. Po chwili sam się szeroko uśmiechnąłem. 
- Jesteś przepiękna ! - powiedziałem zachwycony. - Taką chcę Cię zawsze widzieć.
Cofnąłem rękę, ale nadal nawiązywałem z nią kontakt wzrokowy. Niespodziewanie, po prostu mnie zatkało. Kira mnie pocałowała ! Zerwała się i mnie cmoknęła, tylko, w policzek. Ale to było ... cudowne. Ona zajęła swoją poprzednią pozycję, a ja z lekko otwartymi ustami ją obserwowałem. Po chwili zbliżyłem się do niej i cmoknąłem ją w usta. Również z powrotem usiadłem na swoim miejscu. Obydwoje uśmiechnięci w tym samym momencie rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy się żarliwie całować. Przy tym zaczęliśmy, też badać swoje ciało. Ona pieściła moją twarz, kark, jeździła po torsie, plecach, później znów po policzkach. Oczywiście ja, nie byłem jej dłużny. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi !

Myślę, że głównie dzięki mnie Kira wyszła z tej depresji. Nie mam pojęcia kto wymyślił to cholerstwo. Oczywiście, nie było to tak, że po krótkiej rozmowie, od razu *pstryk* i Kira jest zdrowa. Nie. Zajęło to 2 miesiące, ale ja znalazłem oczywiście sposób na to. 

Okazało się, że Kira świetnie śpiewa, no i ja też, więc... zaczęliśmy śpiewać. Na początek zaczęliśmy od coverów, ale już staramy się coś swojego wymyślić. Występujemy na różnego rodzaju imprezach w szkole, na pobliskich festynach i niewielkich okazjach typu wesele kogoś z rodziny. Kto wie ? Może niedługo założymy zespół ?
_____________________________________________________________________________


Mam nadzieję, że się podobało. 

Proszę o komentarz :3 
















sobota, 22 listopada 2014

Gdy prosi o przebaczenie. - Jimin. (BTS)

Nareszcie scenariusz z Jimin'em dla Khey Choi. Powiem od razu, że straszne romansidło, nie wiem co mnie napadło, no ale może się spodoba. :3 Jak coś jest nie tak, błędy, albo coś to pisać. Miłego czytania. ^^
ok. 2689 słów.



*Urlop w pracy*
Siedziałam przy stole samotnie jedząc śniadanie. Co chwilę przypominałam sobie o moim chłopaku. Już nie pamiętam kiedy ostatnio coś razem robiliśmy, albo jedliśmy jakiś posiłek. Jesteśmy razem już 8 miesięcy. Jakiś miesiąc temu przyjechała jego przyjaciółka z Francji. Oczywiście tak się za sobą stęsknili, że zostałam zepchnięta na drugi plan. Jeżeli można to w ogóle nazwać drugim planem. Teraz w ogóle się nie widujemy. Niby jeszcze jesteśmy razem, ale sama już nie wiem.

Gdy skończyłam posiłek, napisałam do mojego przyjaciela. Tylko on o wszystkim wie i mi bardzo pomaga w trudnych chwilach. Zapytałam go, czy będzie chciał ze mną wyjść gdzieś wieczorem. Szybko mi odpisał, że będzie po mnie o 18. Miałam jeszcze dużo czasu. Poszłam się przespać , ale nie mogłam przestać myśleć o tym draniu - Jimin'ie. Minęła godzina, a potem następna i następna a ja leżałam, płakałam, słuchałam muzyki i tak w kółko. Było kilka minut po 15.  W końcu wstałam i poszłam do kuchni, żeby się napić czegoś mocniejszego. Zrobiłam sobie drinka. A potem jeszcze kilka.  Teraz miałam odwagę, żeby napisać do niego.
  
Do: Jimin 
Treść: Hej. Masz na dzisiaj jakieś plany ? Może się spotkamy ?

Po 30 minutach, kiedy byłam już naprawdę pijana, odpisał mi.


Od: Jimin
Treść: Hej. Sorka, ale dzisiaj idę z Rose do kina. Innym razem.

Kiedy przeczytałam tego sms'a uśmiechnęłam się, jednak po chwili wybuchnęłam szlochem. Jak on tak może ? I jeszcze tak otwarcie o tym mówić swojej dziewczynie ? Jeszcze kilka miesięcy temu mówił mi, że mnie kocha. Pewnie już mu się znudziłam, jak stare zabawki, które jako małe dziecko rzucałam w kąt. 

*godzinę później*

Nadal siedziałam cała zaryczana w kuchni. Nagle zadzwonił dzwonek. Poszłam otworzyć, to było Alex. (przyjaciel)
- Boże ____. 
- Co ? - zapytałam patrząc na niego leniwym wzrokiem. Po policzkach nadal leciały mi łzy. Miałam coraz mniej siły, żeby stać. Nogi się pode mną ugięły. Alex mnie złapał i posadził na krześle.  Miałam wszystkiego dość.
-  To już koniec. On woli Rose ode mnie. To koniec, widzisz ? Jak on tak mógł. Nienawidzę go. - Wstałam z krzesła i zaczęłam chodzić po przedpokoju.
- Zaufałam mu, kochałam go. A ten dupek mnie zostawił ! - Znowu zaczęłam płakać. Przytuliłam się do Aleksa z całej siły. Przypomniałam sobie jak kto inny mnie tak przytulał. Zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Po kilku minutach otworzyłam oczy i zobaczyłam opartego o framugę drzwi Jimin'a. Miał twarz pełną gniewu. Co on w ogóle tutaj robi ?!

Nie spałam od kilku minut, ale jeszcze nie otworzyłam oczu. Nie miałam odwagi, bo nie pamiętam co stało się poprzedniego wieczoru. Pamiętam tylko twarz Jimin'a. Z całych sił próbowałam sobie przypomnieć co się stało poprzedniego wieczoru, jednak na marne. W końcu wstałam, lekko mi się zakręciło w głowie, ale poszłam do łazienki się ogarnąć. Wzięłam prysznic, zmyłam makijaż, zrobiłam nowy, delikatniejszy. Ubrałam się w pudrowo- różową sukienkę sięgającą do połowy ud. 

Wyszłam z łazienki a tam stał Jimin. Gdy go zobaczyłam, serce zaczęło mi szybciej bić, ale i tak teraz nie mam ochoty z nim rozmawiać.
- Co ty tutaj robisz? - Zapytałam niepewnie.
- _____. Przepraszam. 
- Za co ? - Prychnęłam sztucznym śmiechem.
- Za to, że ciebie zostawiłem. Nie było mnie kiedy powinienem być przy tobie. - Patrzał mi się w oczy. Mówi prawdę ? Nie wiem czy będę w stanie mu wybaczyć.
- Wiesz co ja przeżyłam przez te dni ? Nigdy tego nie zapomnę. Mam was dość . Nie chcę mieć nic wspólnego ani z tobą ani z .. - Urwałaś, żeby przełknąć ślinę i wziąć oddech.
- Ani z Rose. - Miałam już szklane oczy, ale cały czas nawiązywałam z nim kontakt wzrokowy. Chcę, żeby wiedział, że zrobił naprawdę źle.
- Ja nie chciałem cię zranić. Nie wiedziałem, że to tak się... potoczy, Kocham cię. Rose nic nie znaczy, naprawdę. Wybacz mi, proszę. Nie przeżyję bez ciebie. - mówił łamanym głosem.
- Jakoś ostatnio życie ci się dobrze powodziło beze mnie. - Powiedziałam z kamienną twarzą. Próbuję grać oziębłą sukę, chociaż wiem, że moje oczy nie potrafią kłamać.
- ____ Błagam, Wcale mi się nie udawało ! Nic się nie udawało ! O twoim wczorajszym sms, dowiedziałem się 1 godzinę później, dlatego przyjechałem. Proszę ! - Łzy zaczęły lecieć mu po policzkach. Zaciskał usta, żeby nie wydobyć żadnego szlochu. Pierwszy raz go takiego widzę.
Próbował mnie przytulić. Starałam się z całej siły go odepchnąć, ale nie udało mi się, w końcu to chłopak. Uległam jego objęciu, od razu poczułam motylki w brzuchu. Zaczęłam płakać.  Zrozumiałam, że to w jego objęciach czuję się najlepiej, ale nie chcę z nim już być. Nie chcę zostać znowu zraniona. Na chwilę naprawdę zatopiłam się w jego objęciach, najchętniej zostałabym tu do końca życia, ale nie chcę dać mu satysfakcji, że przyszedł, przeprosił i problem z głowy.
Z całej siły wyrwałam się z jego uścisku i odwróciłam się plecami do niego. 
- Zostaw mnie w spokoju ! Nienawidzę cię. Nie kocha..- urwałam i znowu zaczęłam płakać.
- Dokończ. - Powiedział i dotknął mojego ramienia.
- Nie koch..  - Nie mogłam tego teraz powiedzieć. A gdybym patrzała mu w oczy, to chyba bym rzuciła się na niego i wybaczyłabym mu, czego zrobić nie mogę.
- Nie chcę mieć z tobą nic wspólnego. Nigdy więcej. Spadaj stąd. - Wycedziłam przez zęby.
- Jest mi bardzo wstyd za moje zachowanie. Jeszcze raz przepraszam. - Powiedział smutno.

Odwróciłam się do niego przodem, a on się do mnie zbliżył. Bardzo powoli, wyciągnął ręce tak, abym nie uciekła po czym delikatnie mnie przytulił. Zaszlochałam. Dlaczego ja tak szybko mu ulegam ? A szczególnie jak tylko mnie dotknie, to od razu jestem sparaliżowana i się poddaję, właśnie przy nim czuję się bezpieczna. Jimin jakby czytał w moich myślach, przytulił mnie jeszcze mocniej przyciskając do siebie, oboje ryczeliśmy jak małe dzieci. 
- Dlaczego to robisz ? - wyszeptałam.
- Bo cię kocham. Nawet sobie nie wyobrażasz jak bardzo. - Powiedział szlochając.
Odsunęłam się powoli i spojrzałam na niego. Dopiero co zrobiłam makijaż. Musiałam wyglądać okropnie, cała czerwona od płaczu. Jimin z resztą też nie wyglądał najlepiej.
- Teraz nic nie rozumiem. Dlaczego mnie zostawiłeś ? - Zapytałam niepewnie.
- Nie wiem. Rose.. mnie owinęła wokół palca, a potem trzymała z dala od ciebie, bo chciała żebym był z nią. Błagam wybacz mi, na prawdę żałuję. Bardzo. Wynagrodzę ci to. - mówił zakłopotany. 
- Jak ja mogłam się zakochać  w takim idiocie. - Zaśmiałam się cicho.
- Też cię kocham. Najbardziej na świecie. - Powiedział z uśmiechem.


Patrzyliśmy sobie w oczy. Jimin jednak zaczął się do mnie zbliżać, znowu, bardzo powoli. Najpierw położył swoją dłoń na moich plecach, a później wolno mnie do siebie przycisnął. Smyraliśmy się nosami patrząc głęboko w oczy. Po chwili nasze usta się dotknęły. Zamknęłam oczy. Nie całowaliśmy się, tylko trzymaliśmy swoje usta przy sobie. Tak, żeby chwilę pooddychać swoim powietrzem i nacieszyć bliskością. Po chwili, Jimin zaczął całować moje wargi. Tak delikatnie, jakby bał się że zniknę. Poczekałam chwilę, uśmiechnęłam się, aż w końcu odwzajemniłam pocałunek. Objęłam jego szyję a on mnie w pasie. Na chwilę otworzyłam oczy, aby spojrzeć na niego. Jest cudowny. W naszym motylim pocałunku kryła się tęsknota, ból rozstania, miłość i gniew. Odsunęliśmy nasze usta od siebie. Spojrzeliśmy sobie w oczy, uśmiechnęliśmy po czym Jimin jeszcze raz musnął moje wargi i się odsunął. 


- Chyba pierwszy raz się tak długo całowaliśmy. - Mruknął Jimin po czym obydwoje się zaśmialiśmy. 
- My prawie w ogóle się nie całowaliśmy.- zauważyłam.
- Obiecuję, że to się zmieni.
Do końca dnia siedzieliśmy, jedliśmy i śmialiśmy się. Jak starzy dobrzy przyjaciele. Niby się pogodziliśmy, ale jednak nie mogłam mu zaufać w 100 procentach. Czułam, że to może się powtórzyć. 
Jimin został na noc, ale nie spaliśmy razem w łóżku. Za szybko. Muszę ogarnąć myśli i zastanowić czy na pewno to co robimy, jest dobrym wyborem.
Z samego rana przy śniadaniu, które mijało w dobrym nastroju. Od rana byliśmy przepełnieni romantyzmem. Jimin kiedy tylko mógł to mnie przytulał i całował po szyi. Ale po chwili, przypomniałam sobie o Rose i go odepchnęłam. To był odruch, nie chciałam tego, ale myśl o niej mnie odrażała. 
- Co się dzieje _____ ? - zapytał zatroskany.
- Nic, przepraszam. Jedzmy. - Powiedziałam zakłopotana. 
Podczas posiłku cały czas myślałam o Rose. Tak po prostu zniknęła ? Może go zostawiła ? Znudził się jej dlatego wrócił do mnie ?
- Jimin... Co z Rose ? Tak po prostu między wami koniec ? Zniknęła ? - Zapytałam podejrzliwie.
- To koniec z nią. Nie chcę jej znać i chcę jej unikać. - Powiedział zakłopotany.
- Aha. - Skomentowałam.
- Co ty na to, że pójdziemy kupić sobie takie same bluzki ? Od zawsze marzyłem, żeby nosić z tobą te same ubrania. Mam ochotę całemu światu wykrzyknąć :

YAY ! ______. JEST MOJĄ DZIEWCZYNĄ ! NIECH KAŻDY MI ZAZDROŚCI, ONA JEST WYJĄTKOWA I NIKT MI JEJ NIE ODBIERZE ! JESTEŚMY NAJSZCZĘŚLIWSI NA ŚWIECIE !

- zaczął krzyczeć jak małe dziecko, a ja się śmiałam.
- Ok, ale ja obiecasz, że mnie nigdy więcej nie zostawisz. - I tak nie wiem czy mogę mu ufać, może jak ją zobaczy to stwierdzi, że ona jest lepsza ode mnie ? Przecież ma o wiele większe piersi, jest szczuplejsza, wyższa, ładniejsza, ma dłuższe włosy. Wszystko ma lepsze ode mnie. 
Poszliśmy na shopping.(XD) Było cudownie, kupiliśmy mnóstwo gadżetów dla par. Właśnie mam na sobie Bluzkę z napisem "Aye! He's Mine" a Jimin "Aye! She's Mine". Potem robiliśmy sobie mnóstwo selfie. Nie mam słów, żeby opisać jak szczęśliwa jestem.

W ciągu jednej sekundy uśmiech zszedł mi z twarzy. Zobaczyłam Rose ledwo idącą w wysokich szpilach w naszą stronę. Widziałam jej szyderczy uśmiech. Dźgnęłam Jimin'a łokciem i wskazałam głową na nią. Podeszła do nas.
- Jak tam, Gołąbeczki ? - Powiedziała akcentując ostatnie słowo.
- Rose odpuść sobie i daj nam spokój. - powiedział Jimin z powagą a następnie objął mnie ramieniem.
- Hmm.. A może _____. Jest ciekawa co razem przeżyliśmy ? hmm ?  - Powiedziała z uśmiechem.
- Przestań i daj nam spokój ! - Jimin jest zdenerwowany, widać  po nim. Jednak moje uczucia są najbardziej zranione. Miałam ochotę uciec, ale chciałam jeszcze posłuchać.
- Wczoraj wspominałam jak mnie wszędzie całowałeś i mówiłeś, że jestem lepsza od tej szmaty. Ahaa.. sorry tego też jej nie mówiłeś, a może powiedziałeś jej jak dobrze nam było... - paplała jak jakaś opętana. 

Ze łzami w oczach zdjęłam rękę Jimin'a ze swojego ramienia a następnie stanęłam przed nim i uderzyłam go w twarz, potem rzuciłam się do ucieczki. Wybiegłam na świeże powietrze. Pobiegłam do domu i rozebrałam się do bielizny rzucając w kąt nowe rzeczy. Ubrałam się w szary przedarty t-shirt i czarne leginsy. Spakowałam kilka potrzebnych rzeczy i wyszłam z domu zakładając czarne okulary. Pojechałam autobusem do hotelu. Nie chcę go na razie widzieć. Muszę wszystko dokładnie przemyśleć. 

 *pokój w hotelu*

Po położeniu się na łóżku, wybuchając płaczem, spojrzałam na ekran telefonu 18 nieodebranych połączeń, Wyłączyłam go natychmiast.

*3 dni później - 5 rano*

Znowu nie mogę spać, przez te 3 dni przespałam z 8 godzin. Jestem tak strasznie zmęczona, ale gdy już próbuję zasnąć, to nie mogę. Miałam w głowie dokładny plan jak zakończyć znajomość z Jimin'em. Pewnie w realu będzie to wyglądało inaczej, ale przynajmniej już wiem co powiem.

Włączyłam telefon. 59 nieodebranych połączeń. Napisałam do niego sms'a :


Do : Jimin
Treść: Dzisiaj o 14 przyjedź do restauracji w hotelu _____. To ważne.

Mam nadzieję, że się pojawi. Na samą myśl znowu zachciało mi się płakać. Ostatnio tylko leżę, myślę i płaczę. 

O 13.00 byłam już gotowa do wyjścia. Ubrałam kremową, koronkową obcisłą sukienkę do ud, włosy delikatnie pofalowałam i zrobiłam delikatny makijaż. (Cienkie kreski eyelinerem i błyszczyk). Starałam się zakryć worki pod oczami, ale słabo mi wyszło. Do sukienki ubrałam brązowe buty na lekkim obcasie i brązowy naszyjnik. Przed wyjściem z domu, już wiedziałam, że właśnie w tym będę chciała rozmawiać z Jimin'em. Chcę wyglądać ładnie. 


Punktualnie o 14 poszłam na miejsce spotkania. Od razu go zauważyłam a serce zaczęło mi bić jak szalone. Siedział przy 3 osobowym stoliku, chyba w najciemniejszym kącie. 
Usiadłam naprzeciwko niego. 
- Cześć. - Mruknęłam pod nosem. Byłam bardzo zestresowana. Nadal go bardzo kocham, ale nie zamierzam być z kimś takim.
- Hej. Muszę ci coś powiedzieć zanim mi przerwiesz. - mruknął.
- Słucham. - Złożyłam ręce na klatce piersiowej zamieniając się w słuch. Patrzałam mu się prosto w oczy sprawiając wrażenie oziębłej suki, którą chcę być.
- To co powiedziała Rose, było kłamstwem. Zakochała się we mnie, ale ja do niej nic nie czuję. Dla mnie liczyłaś i liczysz się tylko ty, a Rose znam od małego i jest moją prawie, że siostrą. A czas spędzaliśmy razem, bo ...- urwał.
- Bo ? - zapytałam.
- Bo mnie tak perfidnie oszukała, a ja jej uwierzyłem i poleciałem jak jakiś pajac. I w dodatku przez to ciebie porzuciłem. Jest mi bardzo wstyd. - Powiedział chowając twarz w rękach.
- A co ona ci powiedziała ? - Zapytałam.
- ...Powiedziała, że ma .. raka. I że zostało jej około 2 miesiące życia i  że jestem ostatnią dla niej osobą i że bardzo chce, żebym był z nią do końca jej chwil. Była wtedy taka poważna. Jak ja mogłem dać się nabrać. - Mówił. Nie wiem czy mu wierzyć czy nie. Nie mam pewności czy to naprawdę się zdarzyło. I że nic ich nie łączy.
- No to świetnie. To idź do niej, na pewno czeka na ciebie, ja nie wierzę w tą bajeczkę. - Znowu chciałam być twarda, Jak na razie mi wychodzi.
- Mogę teraz powiedzieć to, co ja miałam ci do powiedzenia ? - zapytałam.
- Proszę, mów. - poddał się. Nie mogę patrzeć na jego smutne oczy, on jest załamany. Nie. Nie. Nie ! Muszę być twarda !
- Chcę zakończyć nasz związek. Mam dość już tych wrażeń, nie pasujemy do siebie. - Powiedziałam wciąż twardym i pewnym głosem, patrząc mu prosto w oczy. Najwidoczniej nie ruszyło go to.
- Nie Ko...- Załamał mi się głos. Zaczęłam się zastanawiać, czy na pewno chcę to powiedzieć. Jimin nadal patrzał mi w oczy a ja odwróciłam wzrok, zacisnęłam zęby i powiedziałam :
- Nie kocham cię już. - Powiedziałam to prawie niesłyszalnie, ale jestem pewna, że on to usłyszał i to zapamięta.
- Kłamiesz _____. Przemyśl to jeszcze. - Powiedział.
- Nie muszę ! Nic do ciebie nie czuję, jesteś dla mnie obojętny ! W ogóle o tobie nie myślałam przez ten czas ! - Wkurzyłam się, a do oczu zaczęły mi napływać łzy.
- O tym, że o mnie nie myślałaś świadczą twoje worki pod oczami. - Powiedział z powagą. Właśnie nabierałam powietrza w płuca aby coś krzyknąć.
- Nie krzycz proszę. Wyjdźmy stąd. - Złapał mnie za rękę i wyprowadził na zewnątrz. 
Wtedy puściłam jego dłoń. Poszliśmy w ciszy do parku. Ja zdążyłam trochę ochłonąć, za dużo wrażeń jak na 15 minut.
- Za chwilę będzie Rose. - Oświadczył.
- Po co ona ? - Zapytałam poirytowana.
- Powie ci jak naprawdę było. 

Po kilku minutach przyszła pani królewna. Opowiedziała mi, że naprawdę go oszukała bo była nim zakochana. Że nie mogła do siebie dopuścić myśli, że woli mnie. Na koniec swojej przemowy powiedziała, że naprawdę jesteśmy dla siebie stworzeni. Nawet mnie przeprosiła. Nie wiem czy mówi to ze swojej uprzejmości czy jak, ale mi zrobiło się trochę głupio. No ale, kto by nie zareagował tak jak ja ? 
- Widzisz _____. Nie kłamałem. - Jimin spojrzał się na mnie gniewnym wzrokiem.
- Dzięki Rose, że powiedziałaś w końcu prawdę. - dodał.
- Nie ma za co. Teraz będzie lepiej jak pójdę. Przepraszam, że was oszukałam. Jutro wylatuję do Francji. Do zobaczenia. - Powiedziała to i poszła na swoich 15 centymetrowych szpilach.
Jimin się do mnie zbliżył. Spojrzał w oczy z lekko przymglonymi powiekami. Patrzałam na niego gniewnie a łzy zaczęły mi spływać po policzkach,
- Jesteś piękna, ale nie płacz. Proszę. - Delikatnie przetarł kciukiem moje łzy
- Ja chcę być tylko szczęśliwa. Przepraszam. - Powiedziałam bardzo cicho. Nadal patrzeliśmy na siebie.
- Mogę cię pocałować ? - zapytał niepewnie.
W odpowiedzi skinęłam głową. 
Pocałowaliśmy się, trochę łapczywie, namiętnie, a zarazem delikatnie. Później się przytuliliśmy. Wtuliłam głowę w jego ramię.
- Naprawdę cię kocham i nie masz pojęcia jak bardzo za tobą tęskniłam. - Powiedziałam i się uśmiechnęłam. 
- Ja jeszcze bardziej ! - Odpowiedział.

Wzięliśmy moje rzeczy z hotelu. W drodze powrotnej opowiedziałam wszystko Jimin'owi, a on mi. 
Przed wejściem do domu Jimin wziął mnie na ręce i poszedł do sypialni. Położył mnie delikatnie na łóżku i zaczął całować.







_____________________________________________________________________________

Proszę o komentarz kochani ;3

sobota, 20 września 2014

Ukrywane uczucia. - Leo. (VIXX)

W końcu jest scenariusz dla Exotic Shawol z Leo.  ^^
Najmocniej przepraszam, że musiałaś tak długo czekać, ale nie miałam po prostu weny. Mam nadzieję, że Ci się spodoba. Proszę o komentarz ! ;3
Ok. 1649 słów.




Siedziałam właśnie nad rzeczką; oddalona jest ona około 30 minut od mojego domu. Mimo iż jest to daleko, bardzo lubiłam tu przychodzić i wszystko przemyśleć. Teraz siedziałam na kocyku ze słuchawkami w uszach. Słuchałam teraz metalu. Uwielbiam tego słuchać, to rozładowuje moje napięcie po całym ciężkim dniu. 

Była godzina 18, a ja robiłam się coraz bardziej śpiąca. Siedząc tak i zagłębiając się w swoich marzeniach i przemyśleniach oczy same mi się zamknęły.

Obudziło mnie smyranie po twarzy. Od razu wstałam i zobaczyłam co to, albo raczej kto to. Był to jakiś chłopak w mniej więcej tym samym wieku co ja. Miał piękne brązowe oczy, zgrabny nos i malinowe usta.
- Cześć. Przepraszam, że Cię budzę, ale zobaczyłem że śpisz a jest już prawie ciemno.. - powiedział z uśmiechem, wskazując brodą na niebo.
- Ojej.. przepraszam, ale kompletnie straciłam poczucie czasu no i ... zasnęłam. - tłumaczyłam.
- Nic się nie stało- powiedział z uśmiechem. Było mi trochę zimno i zaczęłam się trząść. Chłopak, który mnie obudził, gdy to zobaczył dał mi swoją bluzę.
- Dziękuję ! - Podziękowałam z wdzięcznością.
- Dobra, wstawaj z tej zimnej ziemi ! Pomogę Ci złożyć koc i odprowadzę Cię do domu, zgoda ?
- Arasso. - Zgodziłam się, powoli wstając. Razem w milczeniu złożyłyśmy mój koc.
- Daj plecak, pewnie jest ciężki.- powiedział z troską w oczach.
- Nie jest.- Odpowiedziałam patrząc mu z oczy.
- Ale i tak daj. - powiedział stając za mną i zdejmując mój plecak.
- No ok. - zgodziłam się.
Ruszyliśmy w kierunku mojego domu. 
- A tak w ogóle to jak masz na imię ? - Zapytałam nowego znajomego.
- Taekwoon, ale mów mi Leo, a ty ?
- Ja ____.
- Nie kojarzysz mnie znikąd ?
- Niezbyt, a powinnam ? - Powiedziałam.
- Hm.. W sumie, to nie. - Uśmiechnął się zakłopotany.
- A gdzie mieszkasz ? - zapytał ciekawskim głosem.
- Około 30-40 minut stąd i to jak się idzie 3 razy szybciej niż my teraz idziemy. - Zaśmiałam się.
- To poczekajmy chwilkę. Zadzwonię do przyjaciela, aby po nas podjechał, bo akurat wraca. On nas zawiezie do nas do naszego domu a ja ciebie odwiozę. Co ty na to ? 
- No dobra, ale o której ja będę ?
- Za godzinę ? Czyli około 21, może być ? Jutro sobota, więc chyba nie masz planów ?
- Może być. Zgadłeś, jutro nie mam nic do roboty.

Po 10 minutach przyjechał po nas wspomniany przyjaciel. Miał na imię Ravi. W samochodzie była totalna cisza. Dopiero po kilku minutach Ravi się zapytał  skąd jestem i jak się poznałam z Leo. Po 15 minutach już byliśmy w ich domu.  Byliśmy teraz sami w domu, bo Ravi gdzieś wyszedł, a z tego co zauważyłam to mieszkają sami.
- No to co, zbieramy się powoli, nie ? - powiedział nagle Leo.
- No chyba tak, lepiej już się zbierajmy. - Odpowiedziałam nieco spięta i zdenerwowana. Nie wiem czemu. Czuję się taka niespokojna w jego obecności. Mam nadzieję, że to się niedługo zmieni. Może to dlatego, bo go dopiero poznałam a już jestem u niego w domu ?
- Dlaczego jesteś taka spięta ?
- Ja nie, ja tylko, to znaczy... - odpowiedziałam zaskoczona. O ile można było to nazwać odpowiedzią. Leo patrzył na mnie przez bardzo długą chwilę. Nagle do domu wszedł Ravi. Tylko wszedł przywitał się i poszedł do kuchni. Zaczęłam rozmawiać z Leo. Bardzo go polubiłam przez ten czas. Rozmawialiśmy o naszym dzieciństwie, dawnych przyjaciołach z piaskownicy i o naszych przygodach. Przegadaliśmy dobre 40 minut.

 Nagle zapanowała denerwująca cisza.
- No to idziemy, co ? - Leo przerwał  ciszę, gdy nasze twarze dzieliły jedynie kilka centymetrów.
- Trochę straciliśmy poczucie czasu. Musimy jeszcze kiedyś się spotkać i pogadać. - powiedział z uśmiechem.
- Jasne. Ale chodź, już późno. Moja mama pewnie się martwi.
- Jasne, chodź idziemy. - powiedział wstając. W samochodzie rozmawialiśmy o tym, czym zajmujemy się w życiu. Leo podobno jest muzykiem. 
- Tu ! Tutaj mieszkam ! - krzyknęłam pokazując palcem na dom.
Wejdziesz na chwilę ? - zapytałam.
- Ale.... Nooo dooobra. - uradowany machnął ręką.
- Super. - Ucieszyłam się.

Zaprowadziłam go do swojego pokoju.
- Przepraszam za bałagan. - powiedziałam skrępowana zakrywając kocykiem ciuchy powieszone na oparciu krzesła.
- Nic nie szkodzi ! 
Później usiedliśmy, gadaliśmy o szkole, a potem chwilę graliśmy w jakąś grę na laptopie ale nam się szybko znudziła, woleliśmy siedzieć i gadać. Gilogotaliśmy się nawzajem i śmialiśmy z tego jak się śmiejemy.
- Ohoho. Już 2:45. - powiedział zmartwiony.
- No to.. może zostaniesz tu już do rana ? - zaproponowałam
- No ok. - powiedział zakłopotany.
- Dobra, to za chwilę ci pościelę materac. - powiedziałam pewnym siebie głosem.
- _____. ? Głodny jestem. Zrobisz mi coś do jedzenia ?- powiedział nieśmiało, przełykając głośno ślinę.
- Jasne ! To ja pójdę po coś do jedzenia, a ty pościelisz sobie materac.- powiedziałam wesoła, pokazując na stertę pościeli.
- Materac stoi za szafą.- Dodałam wychodząc z pokoju.

Gdy wróciłam zobaczyłam, że materac jest już pościelony. Tylko gdzie Leo ? 
Siedział w kącie pokoju tyłem do mnie. Co on tam ma ? Szybko odłożyłam na biurko talerze i rzuciłam się na niego.
- Ej ! Oddawaj ! To mój stary album ! - krzyczałam klepiąc go po wszystkim.
- Ale byłaś brzydkim dzieckiem ! - zaśmiał się, gilgocząc mnie.
Gdy mu go wyrwałam, od razu go schowałam do miejsca, gdzie by go nie znalazł. Dlaczego mama go położyła na biurku ? Aish !
Gdy zjedliśmy dałam nowemu przyjacielowi za duże dla mnie spodnie dresowe i bluzkę. On poszedł się wykąpać, a zaraz po nim ja.
Po 30 minutach już leżeliśmy,(Ja na łóżku, a on obok łóżka na materacu) była godzina 3:30. Chciało mi się bardzo spać, ale nadal gadaliśmy. Rozmawialiśmy o naszych poprzednich związkach. Jak powiedzieliśmy sobie dobranoc, Leo od razu zasnął. Był przeuroczy. Tylko nie to.  Ja nie mogłam się w nim zauroczyć ! Cały czas o nim myślałam. Była już 4:30. W końcu powiedziałam Leo, że nie mogę zasnąć, on położył się obok mnie. To było dziwne. Poznałam go kilka godzin temu a przez ten czas, zdążyłam go poznać, jakbyśmy się znali od małego. Gdy poczułam jego obecność, od razu zasnęłam. 

Obudziłam się o 10:30. Leo leżał twarzą w twarz ze mną. Otworzyłam lekko oczy i zobaczyłam, że patrzy się na mnie, w dodatku ja się do niego teoretycznie przytuliłam, bo miałam rękę na jego plecach. Szybko wstałam i poszłam do łazienki, aby uniknąć krępujących sytuacji. Gdy wróciłam, on składał swoje miejsce,  na którym miał spać.
- Jak się spało ? - zapytałam ciekawa.
- Dobrze, szczególnie, że całą noc byłaś do mnie przytulona. - Powiedział z szyderczym uśmiechem.
- Aish ! Mianhe. - Powiedziałam drapiąc się po karku.
- Nic się nie stało. Niestety ja za chwilkę muszę już lecieć.
- No dobrze. Zostaw to, ja później posprzątam. Chodź, moja mama zrobiła nam śniadanie.
Podczas śniadania była cisza. Po posiłku poszliśmy na chwilę do mojego pokoju. Wymieniłam się z nim numerami telefonu. Z Leo jak na razie widzę się ostatni raz, bo wyjeżdża do Anglii i będzie tam 3 tygodnie. Przez cały ten czas myślałam tylko o nim. Nie chcę być w nim zakochana. Kiedyś, jeden chłopak mnie odrzucił, nie chcę znowu cierpieć.

Gdy wrócił, spotkaliśmy się w parku. Teraz zdecydowałam się powiedzieć mu, co tak naprawdę do niego czuję.
- Leo. Boję się. - powiedziałam ze smutną miną.
- Czego ? 
- Boję się, że cię stracę. - Nieśmiało przeciągałam każde słowo.
- Nie bój się ! Przecież jesteśmy przyjaciółmi ! Ale teraz muszę już lecieć, bo mam się spotkać z koleżanką. Jestem już spóźniony, pa ! - powiedział odchodząc.
Szybko się zmył. 
- Pa. - powiedziałam sama do siebie.

                    ***trzy miesiące później***

Minęły 3 miesiące odkąd poznałam Leo. Przez cały ten czas ukrywałam swoje uczucia. Leo powiedział mi, że jest członkiem zespołu VIXX a ja oszalałam. Jak mogłam się nie skapnąć ? Zareagowałam bardzo wybuchowo. Nakrzyczałam na niego i popłakałam się, oskarżając go o to, że mnie oszukał. Trochę tego potem żałowałam. Widywaliśmy się czasami, ale rzadko, bo on ciągle ma jakieś treningi czy coś. Ale jak już się spotkaliśmy to się genialnie bawiliśmy. Byłam z nim w aqua parku, na plaży, na rolkach, na rowerach i na jego urodzinach razem z Ravi'm w wesołym miasteczku ! Nigdy nie zapomnę tego wspaniałego dnia.


Nagle dostałam SMS:
                      od: Leo.
Treść: Chodź do parku. Czekam na Ciebie,
mam do powiedzenia Ci coś ważnego.
          ~ Leo.

Po 10 minutach czekałam na niego, na miejscu spotkania. Po chwili przyszedł.
- Co się stało ? - powiedziałam zdenerwowana.
- Nie mogę tego dłużej tłumić w sobie. Powiem wprost. Zakochałem się. - Widać, jest zdenerwowany, ale powiedział to śmiało.
- W kim ? - oczy napełniły mi się łzami.
- Tyle czasu razem. Nie powinienem, ale to silniejsze ode mnie.
Nie wytrzymałam. Rozpłakałam się. Miałam mu powiedzieć co czuję, ale cóż. Już na to za późno. Zawsze mam takiego pecha ! Zawsze ja muszę być odrzucona ! Odbiegłam kawałek od ławki. Leo ruszył za mną.
- Dlaczego mi to robisz !? Po co mi to mówisz !? Wiedziałeś co chcę Ci powiedzieć i dlatego zawsze uciekałeś ! Jak możesz ! Nawet nie wiesz jak to strasznie boli. - to ostatnie zdanie powiedziałam trochę ciszej. Popłakałam się. Zaczęłam go lekko okładać po klatce piersiowej.
- ______. Słuchaj mnie. Tu chodzi o...
*przerwałam mu*
- Nie chcę wiedzieć, błagam Cię. Daj mi już spokój ! Daj mi czas, na zaakceptowanie tego ! Nie mam siły teraz, proszę zostaw mnie w spokoju.
Leo złapał mnie mocno za ręce i mocno przytulił, bardzo chciałam się wyrwać, ale nie dałam rady. 
- Mówię Ci to, bo chodzi o Ciebie. Saranghae. 
Zaniemówiłam na chwilę, jednak odpowiedziałam.
- Leo ! Pabo ! Ja ciebie też ! - łzy zaczęły znowu lecieć, ale tym razem ze szczęścia.

Byliśmy przytuleni, ale Leo po chwili mnie pocałował. Poczułam słodki smak, jego malinowych ust. Cudowne uczucie. Cała nienawiść ze mnie uciekła. Mam nadzieję, że teraz zawsze będziemy mówili sobie co czujemy. 


Mam nadzieję, że się podoba. Proszę o komentarz. :)