Mam nadzieję, że się spodoba i proszę o opinię, napiszcie również, jeżeli będą jakieś błędy, albo uwagi. Pragnę też dodać, że jest to najdłuższy scenariusz, jaki udało mi się do tej pory napisać :)
Ogólnie stworzyłam trochę depresyjny klimat, ale może wam się spodoba.
Życzę Ci miłego czytania. ^^
Ok. 3461 słów.
Las. Muzyka. Ciemność. Łzy. Ból. Samotność.
Biegnę przed siebie, nie patrząc pod nogi. Jestem bezużyteczna. Każdemu na tym świecie żyłoby się lepiej i łatwiej, gdybym zniknęła. Moim marzeniem jest uciec jak najdalej od szkoły, domu, ludzi i zostać sama. Nikt nie mógłby mnie skrzywdzić, ani ja nikomu nie zadałabym więcej bólu. Jednak mówiąc "ucieczka" nie mam na myśli samobójstwa. Nie mam odwagi. Boję się tego co będzie potem. Ciemność? Jasność? Nicość? Piekło? Czy może niebo? Nic by nie było i to mnie właśnie dobija. Jestem tchórzem.
Jest czwartek. Zimny listopad. Godzina 20.
Po 3 godzinach biegania po lesie i usiłowaniu rozładowania gniewu, który aż kipi ze mnie, wróciłam do domu. Wbiegłam, rzucając plecak w przedpokoju na podłogę. Rodzice siedzieli w salonie i oglądali jakiś film. Pewnie zaczną zaraz robić kolację. Następnie weszłam do pokoju, wyjęłam z szafy rzeczy na przebranie i poszłam do łazienki. Umyłam swoje buty, które następnie położyłam na kaloryferze; Umyłam lodowatą wodą twarz, aby nie było widać, że płakałam.
-A właściwie to dlaczego ? - wyszeptałam do swojego odbicia w lustrze.
Poszłam do swojego pokoju wzięłam tabletkę nasenną, spakowałam się do szkoły, zaplotłam warkocza i poszłam spać. Może jutro będzie lepiej ?
Leżałam jeszcze godzinę, aż w końcu zasnęłam.
Obudziłam się rano z całymi napuchniętymi oczami. Nie chciałam iść do szkoły, ale nie miałam innego wyjścia.
*Sehun*
Dzień jak każdy inny. Znowu jadę do szkoły ze słuchawkami na uszach. Gdy byłem już w szkole (jakieś 20 minut przed rozpoczęciem lekcji), przywitałem się z kumplami, a potem nam odwaliło i zaczęliśmy rzucać się papierkami. Najlepsza zabawa na poprawienie z samego rana humoru.
Pech chciał, że niechcący rzuciłem w jakąś dziewczynę, która na chwilę weszła do klasy po jakąś książkę. Chłopacy zaczęli się śmiać, jednak mi nie było do śmiechu; ona również nie wyglądała na radosną. Kojarzę tę dziewczynę. Nigdy nie widuję jej ze znajomymi, dlatego też nasuwa mi się wniosek, iż nie jest ona zbyt towarzyska. Wstyd mi za to, że moi znajomi się z niej śmieją. Widać po niej, że coś jest nie tak. Ma napuchnięte oczy, nie uśmiecha się, ubiera się w ciemne barwy, a włosy- w przeciwieństwie do innych dziewczyn- zawsze ma rozczochrane, ale za to tak piękne. Może tylko ja dostrzegałem w nich piękno, a na pewno były śliczne, chyba tylko ostatni kretyn, by tego nie zauważył. Prawdopodobnie nikt nie chce, bądź nie może- jej pomóc. Nagle zapragnąłem ją poznać, zaprzyjaźnić się z nią, i - przede wszystkim- sprawić by na jej twarzy zagościł uśmiech. Sądzę, że dogadałbym się z nią, sam kiedyś przez dobry rok miałem depresję- cudem się z niej wydostałem. Różnica jest taka, że ja sam musiałem się przekonać; sam sobie musiałem udowodnić, że jednak jest dla mnie szansa, ale w moim przypadku- nikt się mną nie zajmował, nikt nie zauważył, że się odizolowałem; dlatego ja teraz nie pozwolę, aby tą dziewczynę wciągnęła samotność.
-Zaraz wrócę- Mruknąłem, wychodząc z pomieszczenia.
Rozejrzałem się po korytarzu, lecz jej nie dostrzegłem. Przeszukałem wszystkie pomieszczenia (no może prawie wszystkie, z wyjątkiem damskich toalet), ale jej nie było. Trudno, poszukam na innych przerwach.
Spędziłem wszystkie przerwy na szukaniu jej, ale nigdzie nie znalazłem. Po wszystkich standardowych lekcjach w szkole było już mało ludzi, bo większości nie chce się zostawać na dodatkowych, bardzo przydatnych- według mnie- lekcjach. Poszedłem do szkolnego kącika, gdzie o tej porze nikogo nie ma, bo sklepik jest zamknięty. Do lekcji zostało 15 minut. Usiadłem na podłodze w najmniej widocznym miejscu, za stolikami. Marzyłem teraz o cieplutkim łóżku w swoim pokoju. Zacząłem czytać książkę; przeniosłem się w pogmatwany świat wymyślony przez autora.
W najmniej oczekiwanym momencie podszedł do mnie jakiś typek. Kojarzę go; to jest jeden z tych "złych" w szkole. Gdy tylko nadarzy się okazja to poniża innych, a jego ulubione zajęcia pozaszkolne to palenie, ćpanie, upijanie się w lasach, a jego słownik nie jest ubogi w wulgaryzmy. Ooo tak, to jest jego żywioł, gdyby była taka możliwość to z pewnością ustawił by się na pozycji "władcy" słabszych od niego samego ludzików, których- według niego- jest pełno.
- Szukałeś Kiry.- O i w dodatku jaką ma dobrą pamięć. Tak, popytałem kilku ludzi o nią, a z racji, że on wszystkich "zna", to zapytałem również i jego.
- No, a co ? - zapytałem bezinteresownie, nie podnosząc przy tym nawet głowy. Nie mam ochoty patrzeć na jego obrzydliwą twarz.
- Lepiej ją zostaw w spokoju.- Powiedział stanowczym głosem. Mam się bać ? To zabrzmiało jak groźba. Pewnie myśli, że się go będę bał, oj mylisz się kolego.
- Bo co ? -Podniosłem się z podłogi, patrząc mu się w oczy. Facet miał pecha, bo gdy się w pełni wyprostowałem, to mogłem mu spokojnie napluć na głowę. Byłem od niego wyższy o ok. 7-9 cm. Złość i groźba była widoczna w jego spojrzeniu. Cały Max- bo tak miał właśnie na imię- czarne oczy, ciemne włosy, opadające lekko na jego czoło, przysłaniając lekko jego prawe oko, do tego jego wzrost, daje mi nad nim przewagę, mimo tego, że jest ode mnie o 2 lata starszy.
- To mój kąsek. - Odparł zbliżając się lekko. Niespodziewanie uderzył mnie z liścia. Hahah- zaśmiałem się w myślach- jak baba.
Zaśmiałem się tym razem na głos, co zdenerwowało go jeszcze bardziej. Puszy się jak jakiś struś, chyba dawno nikt mu nie pokazał, że nie on rządzi ludźmi. Jak dobrze, że trenuję taekwondo, niebieski pas "symbolizuje niebo w kierunku, którego roślina pnie się i rozrasta w potężne drzewo wraz z rosnącym stopniem zaawansowania w Taekwon-do."
Nagle kopnąłem go z dwitchaga i dobiłego dwoma yopami. Taka łatwa kombinacja z treningów, która tak łatwo może obalić przeciwnika. Odskoczył on o około 2 metry i stracił równowagę, ale nie przewrócił się. Złapał się jednak za brzuch i wykrzywił twarz w grymas bólu. Po kilku chwilach spojrzał się na mnie, rozpędził się i już miał uderzyć, kiedy ja uśmiechnąłem się, widząc jego zamiary i zablokowałem go, oraz dowaliłem dwa razy w szczękę, tak w razie co. Zostawiłem go samego i poszedłem do toalety ogarnąć się trochę. Wszystko jest ok, ani śladu po poprzednich wydarzeniach.
***
Moje przemyślenia przerwał wzrok dziewczyny, która dopiero usiadła naprzeciw mnie. Piękne oczy, prześwietlające mnie na wylot i piękne malinowe usta i podłużna twarz. Tak, to jest ona- Kira. Ale jedno mi się w jej oczach nie podobało- smutek. Samotność jakby ją pożerała od środka. Twarz ma zaczerwienioną, a oczy czerwone i szklane. Znowu powróciło do mnie to pytanie : Jak mogę jej pomóc ? Mając jeden pomysł w głowie, postanowiłem zagadać.
- Hej- powiedziałem patrząc się prosto w jej oczy. Nic nie odpowiadając, spojrzała się na mnie podejrzliwie.
- Cześć- mruknęła cicho, odwracając głowę w stronę okna. Kurczę.., teraz nie mam pojęcia, co mogę zrobić, żeby zagadać.
- Chodzisz do mojej szkoły..- zacząłeś konwersację. Ona bezinteresownie kiwnęła głową, jednak widać, że czekała na dalszą część mojej bardzo kreatywnej wypowiedzi.
- Noo i.. - podrapałem się nerwowo po karku.-Dzisiaj rano, niechcący Cię uderzyłem papierkiem. - skończyłeś niepewnie. Ona uśmiechnęła się, tylko na ułamek sekundy i prawie niewidocznie, jednak zauważyłem to.
- Chciałem Cię bardzo przeprosić. - Oznajmiłem, poważnym i niskim głosem.
- Nic się nie stało. - Kira odpowiedziała bezinteresownie.
- Wiesz.. jak chciałabyś z kimś kiedyś pogadać o swoich problemach, to jestem do twojej dyspozycji. - Zaproponowałem. Ona jakby przez chwilę łączyła wątki, a następnie odparła
-Nie dzięki. - Jak na jej osobę, to grzecznie podziękowała.- pomyślałem.
Właśnie minęliśmy mój przystanek, ale ja postanowiłem, że odprowadzę Kirę do domu. Żebym miał pewność, że nikt jej nie zaczepi po drodze, oraz, że będę wiedział, gdzie mieszka- tak w razie co. Z tego co widzę, to raczej nie ma ochoty ze mną dalej rozmawiać. Dobra, nic na siłę, właśnie sobie przypomniałem, że gdy ja byłem w takim, niezbyt ciekawym stanie, to również nie miałem ochoty dzielić się z nikim moimi wrażeniami.
Kira wysiadła dwa przystanki za moim domem, oczywiście ja zaraz za nią. Nie wiem, czy ona wie, czy nie, że za nią idę, ale chyba za bardzo ją to nie ciekawiło. Szliśmy z siedem minut, aż w końcu doszliśmy (Jjong, bez skojarzeń ty zboczeńcu!) pod dość niewielki biały dom, który otaczał czarny płot. Drzwi i oprawy okien były również czarne, co stanowiło piękny kontrast. Gdy Kira otworzyła kluczem bramkę, zawołałem ją.
- Słucham ? - zapytała, odwracając, się. Właśnie dostrzegłem, ile uroku posiada ta osoba.
- Proszę.- powiedziałem wręczając jej małą karteczkę, którą napisałem na jednej z przerw, zamiarując jej ją dać, gdy tylko nadarzy się taka okazja. Był tam napisany mój numer telefonu, oraz informacja: zadzwoń jak będziesz chciała pogadać.
- Dzięki.- wzięła ją, a następnie poszła do domu. Stałem i patrzałem się jak przechodzi przez framugę.
***
Gdy wróciłem do domu, położyłem się od razu spać. W domu jak zwykle nikogo nie było. Tym razem dlatego, że rodzice na weekend wyjechali gdzieś na jakieś spotkania, nie mam pojęcia czy prywatne czy biznesowe.Obudziłem się o 22, rozciągnąłem się trochę, bo mi kości aż zdrętwiały. Uradowany, że w końcu weekend, poszedłem do łazienki się trochę ogarnąć. Wziąłem długą kąpiel, oczywiście słuchając przy tym muzyki, która leciała z mojego pokoju. Gdy wyszedłem, ubrałem się i postanowiłem trochę pograć na komputerze. Trochę straciłem rachubę czasu, gdyż była już godzina 24. Właśnie sobie uświadomiłem, że od godziny dwunastej nic nie jadłem. Wtedy postanowiłem zrobić sobie coś do jedzenia. Zszedłem po schodach do ciemnego przedpokoju, żeby następnie przez ciemny salon przejść do kuchni. Zacząłem robić sobie kanapki. Bardzo kreatywne, no ale na razie na nic więcej nie pozwalają mi moje chęci. W śród nocnej ciszy, nagle usłyszałem cichy dźwięk mojej komórki. Cholera ! Szybko zerwałem się z miejsca i popędziłem, potykając się przy tym na schodach, do pokoju, żeby móc spokojnie odebrać ten przeklęty telefon.
- Halo ? - odebrałem, lekko zdyszany, powalając się na łóżko.
- Halo ? - zapytałem ponownie, nie usłyszawszy żadnej odpowiedzi. Co jest ? Ktoś sobie jaja ze mnie robi ?
- Cześć. - Usłyszałem cichy, niepewny głos.
- Kto mówi ? - Zapytałem.
- Tu Kira.- głośno przełknęła ślinę.- Powiedziałeś, że jeżeli będę miała ochotę pogadać, to mogę na ciebie liczyć. Czy to jest nadal aktualne ? - Jezu, co to za pytanie ! Jak ja się cieszę, że ona zadzwoniła. Nigdy bym nie przypuszczał, że to nastąpi tak szybko.
- Jasne ! - uśmiechnąłem się od ucha do ucha.
- Możesz mi powiedzieć o co chodzi. - powiedziałem. - Cokolwiek ci tylko ślina na język naniesie. - dodałem.
- Dobrze, tylko.., nie wiem co mam powiedzieć. - Zaśmiała się nerwowo.
- Mów cokolwiek. - zaproponowałem.
I tak właśnie, przegadaliśmy prawie całą noc.. no do 5 rano gadaliśmy. Kira na początku nie była otwarta i bardzo skrywała swoje emocje, jednak po godzinie zaczęła mi się zwierzać. Powiedziała mi, o czym myśli, kiedy nikt do niej nic nie mówi, powiedziała jakie ma lęki i czego się obawia. W końcu przez telefon zupełnie inaczej się rozmawia, niż twarzą w twarz. Zawsze trzeba od czegoś zacząć.
O 6 poszedłem spać. Byłem wykończony po całonocnej rozmowie, ale jednocześnie szczęśliwy, że nawiązałem z Kirą kontakt. No i oczywiście głodny, bo w końcu nie zjadłem swoich kanapek.
Obudziłem się o 13. Ubrałem się, a następnie poszedłem zjeść swoje kanapki, które musiałem przerobić w tosty, bo były już wyschnięte. No i do tego jajecznica i pyszne śniadanie gotowe ! Gdy w końcu się najadłem, poszedłem się przejść i zaczerpnąć świeżego powietrza, jednakże, nie przepadam za dniem, dlatego wróciłem i poszedłem oglądać jakiś film. Napisałem do Kiry sms o treści:
"Hej, jak się obudzisz, to daj znać.- Sehun"
Po 10 minutach dostałem odpowiedź:
"Już dawno nie śpię. Mam do Ciebie prośbę. Nie dzwoń więcej do mnie i nie pisz. Popełniłam błąd zwierzając ci się, pewnie już cała szkoła wie o moich problemach. Dzięki, ale to na pewno mi nie pomoże."
O czym ona mówi ? Przecież ją zapewniałem, że może mi zaufać. Chyba powinienem jej powiedzieć o moich dawnych problemach. Czuję, że ona sądzi, iż ja jestem jakimś rozpieszczonym bachorem, który myśli tylko o jednym i śmieje się z czego tylko popadnie. Jestem kompletnym przeciwieństwem Maxa. Jakiś czas później, gdy przemyślałem sobie wszystko, była godzina 17. Postanowiłem zadzwonić do Kiry. Nie odbierała, ale po kilku minutach otrzymałem od niej wiadomość:
" Prosiłam, żebyś nie dzwonił, idę zaraz do lasu wszystko przemyśleć, więc nie mam nawet czasu na rozmowę, pa"
Hejj ! Ale skoro, Kira idzie teraz do lasu, to znaczy, że mogę za nią iść ? W ekspresowym tempie zacząłem się ubierać i wyparowałem z domu. Autobus będzie za 13 minut, a ja nie mam czasu, żeby tyle czekać, więc pobiegłem pod dom Kiry. Biegłem tam jakieś 10 minut, cały zdyszany ukryłem się za krzakiem naprzeciw bramy jej domu. Las był bardzo blisko, bo jakieś cztery minut drogi stąd, pewnie dlatego właśnie tam lubiła chodzić, bo wspominała coś o tym; mówiła mi, że nie ma tam ludzi, może robić co chce i niczego nie musi przed nikim ukrywać. Teraz, ukrywając się pod jej domem nie wiedziałem czy już wyszła, czy jeszcze nie. Postanowiłem, że jeżeli za czterdzieści minut nie pojawi się, to pójdę jej szukać w lesie, jednak przypuszczałem, że ona jeszcze nie wyszła. No i się nie myliłem, po upływie mniej więcej trzydziestu minut, Kira wyszła z domu. Wyglądała tak jak zawsze; wolnym krokiem kierowała się w stronę lasu. Ja szedłem wolno za nią, nie ukrywałem się przed nią, bo i tak wiedziałem, że ona nie ma w zwyczaju odwracać się za sobą. Po upływie kolejnej pół godziny Kira zaczęła biec. I to nie wolno, pędziła, jakby chciała przed kimś uciec. Może ona wiedziała, że za nią idę ? Trudno, i tak będę za nią biegł, być może uda mi się z nią porozmawiać w cztery oczy.
*Kira*
Dość tego ! Mam ochotę wybuchnąć płaczem i zacząć krzyczeć. Jest trochę zimno, ale z tego wszystkiego już nic nie czuję. Jestem przepełniona gniewem i żalem. Dlaczego to akurat mnie musiało spotkać ? Już nigdy nikomu nie zaufam.Zatrzymałam się, lekko zdyszana stałam w środku lasu, gdzie na pewno nikt mnie nie usłyszy. Niebo robiło się coraz ciemniejsze. Nastawała atmosfera, którą lubię najbardziej. Zaczęłam płakać, szloch przejął całe moje ciało. Postanowiłam dosadnie wyrzucić z siebie to, co najbardziej leżało mi na sercu, cały gniew do innych ludzi.
- Nigdy już nikomu nie zaufam ! Nigdy ! Nienawidzę was wszystkich ! Zostawcie mnie w spokoju ! Co ja wam ludzie złego zrobiłam !? No cooo !? - zaczęłam jeszcze bardziej płakać. Wykrzywiając twarz w grymas bólu, kiedy spojrzałam na kawałek wystającego nadgarstka spod mojej kurtki. Blizny, które pewnie nie znikną już z moich rąk wyglądały obrzydliwie.
- Dlaczego wy mi to wszyscy robicie !? Nie widzicie, że już nie wytrzymuję !? Mam dość ! Ja też mam uczucia ! - krzyczałam coraz głośniej, zdzierając sobie gardło. Z oczu, po policzkach, cały czas spływały mi łzy, miałam słony posmak w ustach. Bez sił, zakryłam twarz w dłoniach,a następnie opadłam na kolana.
*Sehun*
To co zobaczyłem, naprawdę mną wstrząsnęło. Stałem, oparty o drzewo, miałem aż szklane oczy, niby faceci nie płaczą, ale gdyby ktoś zobaczył to co ja właśnie przed chwilą, to nikt nie pozostałby obojętny. No może z wyjątkiem Maxa. Postanowiłem podejść do Kiry, która klęczała i płakała, zasłaniając swoją twarz. Ja tego nie rozumiem, ale może ona naprawdę tak wyładowuje swój gniew ? Świat musiał naprawdę zrobić jej dużą krzywdę. Szybko do niej podszedłem, kucnąłem i objąłem.Ona zdezorientowana podniosła głowę i spojrzała się na mnie. Wyglądała okropnie. Twarz miała całą mokrą od łez, oczy tak czerwone i napuchnięte, że raczej do jutra jej to nie przejdzie, a do tego ogólnie całą twarz miała czerwoną. Spojrzała się na mnie zdezorientowanym wzrokiem, a ja po prostu nie miałem innego wyjścia. Musiałem ją przytulić. Na początku, Kira nic nie robiła, jednak po chwili, również mnie objęła i przytuliła, cicho szlochając. Gdy trochę jej przeszło, wyjąłem z kurtki chusteczki i dałem jej.
- Już lepiej ? - zapytałem łagodnie.
- Tak, dzięki. - odpowiedziała, ciągnąc nosem.
- Chodź do mnie do domu, tam będziemy mogli spokojnie pogadać. - zaproponowałem.
- Nie dzięki, lepiej będzie, jeżeli pójdę już do domu, ciemno już, rodzice się martwią. - zaprotestowała.
- To po prostu powiedz im, że poszłaś do koleżanki na noc. Wtedy nie będą się martwili, no chyba, że wolisz pójść do domu i tłumaczyć się, dlaczego jesteś cała w błocie i dlaczego jesteś taka czerwona. - odpowiedziałem.
- No dobrze. - Poddała się.
W ciszy, wolnym krokiem szliśmy w kierunku przystanku. Podjechaliście kawałek autobusem, żeby było szybciej. Kira nie miała siły na przejście zbyt dużego dystansu.
Gdy weszliśmy do domu, dałem jej jakieś moje, za małe rzeczy, bo swoje miała brudne od błota, a następnie nalałem jej wody do wanny i kazałem pójść wziąć ciepłą kąpiel, bo też trochę zmarzła.
Po upływie pół godziny, Kira wyszła z łazienki. Zawołałem ją do kuchni, gdzie na stole leżała przygotowana kolacja. No oczywiście- nie jestem w tym zbyt dobry, ale zrobiłem zapiekanki. Dodałem sera, pieczarek, ketchupu, szynki, cebuli i trochę sosu czosnkowego. Mam nadzieję, że nie jest żadną wegetarianką, ani nic w tym stylu. W sklepiku szkolnym często coś podobnego można dostać, więc sądzę, że Kira nie jest "francuskim pieskiem". Kira usiadła na krześle, wcześniej na jednym ze schodków zostawiając swoje brudne rzeczy. Zostawiając ją na chwilę samą, wziąłem jej rzeczy i wrzuciłem do pralki, żeby się szybko wyprały. Wszedłem na górę, do swojego pokoju i włączyłem muzykę, dość głośno, żeby było słychać na dole. Włączyłem taką dość poważną piosenkę, jakieś popowe piosenki, które lecą w radiu, można usłyszeć w nich normalny śpiew, jak i lekki rap.
Wróciłem na dół, muzykę było idealnie słychać, ale nie była na tyle głośno, więc mogliśmy normalnie pogadać. Usiadłem przy stole naprzeciw Kiry. Spojrzała się na mnie, a następnie spuściła głowę.
- Proszę, jedz. - powiedziałem, wskazując na zapiekanki, które zdążyły już trochę ostygnąć.
Gdy zjedliśmy, zaprowadziłem Kirę do swojego pokoju. Kira usiadła na łóżko, opatulając się kocem, który leżał obok. Ja natomiast ściszyłem muzykę. Usiadłem naprzeciwko jej i spojrzałem w oczy, ona lekko się speszyła i odwróciła wzrok.
- Fajny pokój. - Powiedziała.
- Dzięki.- Uśmiechnąłem się, a następnie spoważniałem i w geście "pocieszenia" złapałem ją za rękę.
-Możemy teraz pogadać ?
- No dobrze.- zgodziła się.
- No to.. Chciałbym powiedzieć, że nie opuszczę cię. Rozumiem twój gniew, Wiem, co czujesz i jak się czujesz, również rozumiem to, w jaki sposób odreagowujesz od życia codziennego. - Tu spojrzałem się na jej zabliźniony nadgarstek, a następnie przełknąłem ślinę.- Zależy mi na tym, żeby ci pomóc. Odkąd zwróciłem swoją uwagę na Ciebie, to postanowiłem, że ci pomogę, choćbyś nie wiem jak ode mnie unikała, i tak nie uciekniesz, znajdę cię nawet na końcu świata. Zależy mi na tobie. - Skończyłem i spojrzałeś w załzawione oczy swojej koleżanki. Wszystko co powiedziałem, było prawdą.
Następnie opowiedziałem jej, swoją historię o swojej depresji.
- Myślę, że dogadamy się. - dokończyłem i ją przytuliłem, bo leciały jej łzy, a nie lubiłeś jej oglądać w takim stanie.
Gdy puściliście się, zacząłem mówić dalej.
- Jesteś naprawdę śliczna, masz świetną figurę, piękne proporcje, zdrowe włosy, piękne oczy, zgrabny nosek, duże usta.. - tu spojrzałem się właśnie na nie.
- Jesteś bardzo wrażliwa, nieśmiała, a to również są same zalety. - dodałem.
- No, ale usta no masz nieziemskie.- zażartowałem, obejmując dłonią twarz Kiry. Kciukiem dotykałem jej twarzy. Powoli zjeżdżałem po policzku w kierunku ust. Ona się uśmiechnęła, tak szczerze. Chyba pierwszy raz ją widzę tak uśmiechniętą. Po chwili sam się szeroko uśmiechnąłem.
- Jesteś przepiękna ! - powiedziałem zachwycony. - Taką chcę Cię zawsze widzieć.
Cofnąłem rękę, ale nadal nawiązywałem z nią kontakt wzrokowy. Niespodziewanie, po prostu mnie zatkało. Kira mnie pocałowała ! Zerwała się i mnie cmoknęła, tylko, w policzek. Ale to było ... cudowne. Ona zajęła swoją poprzednią pozycję, a ja z lekko otwartymi ustami ją obserwowałem. Po chwili zbliżyłem się do niej i cmoknąłem ją w usta. Również z powrotem usiadłem na swoim miejscu. Obydwoje uśmiechnięci w tym samym momencie rzuciliśmy się na siebie i zaczęliśmy się żarliwie całować. Przy tym zaczęliśmy, też badać swoje ciało. Ona pieściła moją twarz, kark, jeździła po torsie, plecach, później znów po policzkach. Oczywiście ja, nie byłem jej dłużny. Jestem najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi !
Myślę, że głównie dzięki mnie Kira wyszła z tej depresji. Nie mam pojęcia kto wymyślił to cholerstwo. Oczywiście, nie było to tak, że po krótkiej rozmowie, od razu *pstryk* i Kira jest zdrowa. Nie. Zajęło to 2 miesiące, ale ja znalazłem oczywiście sposób na to.
Okazało się, że Kira świetnie śpiewa, no i ja też, więc... zaczęliśmy śpiewać. Na początek zaczęliśmy od coverów, ale już staramy się coś swojego wymyślić. Występujemy na różnego rodzaju imprezach w szkole, na pobliskich festynach i niewielkich okazjach typu wesele kogoś z rodziny. Kto wie ? Może niedługo założymy zespół ?
_____________________________________________________________________________
Mam nadzieję, że się podobało.
Proszę o komentarz :3

Ogólnie to podobał mi sie ten scenariusz. W sumie mogłabyś z tego zrobić opowiadanie wydaje mi sie ze mogłabyś bardziej opisać tą końcówkę która mega skrocilas i szybko skończyłaś. Ale i tak mi sie podoba. Przez dwa słowa nie mogę sie pozbyć kolędy z mojej głowy
OdpowiedzUsuńPowodzenia przy następnych scenariuszach czy tez opowiadaniach jak sie za nie weźmiesz ;)
Hwaiting Unnie <3
I wypraszam sobie nie jestem zboczeńcem , wiec proszę mnie tu nie obrażać :******
Dzięki za opinię. Jezu, ale oficjalnie. No więc, prawdopodobnie jutro poprawię błędy, które znalazłam, oraz skoryguję niektóre zdania. No i oczywiście rozwinę tą końcówkę, gdyż dzisiaj już nie miałam czasu i chciałam jak najszybciej to wstawić, a również wydaje mi się, że ostatni akapit jest pozbawiony wszelkich uczuć, a akcja rozgrywa się za szybko :)
OdpowiedzUsuńBoże, skończyłam to czytać i kolejna chusteczka do wyrzucenia! XD Piękne! Naprawdę, nic się nie stało że tak długo. Ale świetnie dopasowany temat! Dziękuje z całego serca!
OdpowiedzUsuńTo bardzo się cieszę. :3
UsuńCudowne opowiadanie, bardzo się cieszę, że wróciłaś na bloga ❤
OdpowiedzUsuńCudowne opowiadanie, bardzo się cieszę, że wróciłaś na bloga ❤
OdpowiedzUsuńUwielbiam twojego bloga.
OdpowiedzUsuńŚwietnie piszesz!
Jak ona krzyczała w tym lesie to wtedy były takie emocje! Mega mnie wzruszyło. :)
Dziękuję Ci bardzo <3
UsuńGdybym ja miała kogoś takiego... :')
OdpowiedzUsuńCzekałam na ten moment całe długo lat. ALE szukam go dalej bo on. ej masz numer 69 a oj numer do sehuna! nieeee? taaakkk ale fakjnie. pa
OdpowiedzUsuńmama mne wola i muszialem isc llol
UsuńTo było cudne. Troszkę minęło od tego scenariusza, ale bardzo fajny. Chciałabym, żebyś wymyśliła jakiś scenariusz z dedykacją dla mnie z Kai'em, Tao, Krisem, Luhanem, Suho, D.O. nie wiem kimkolwiek z exo, ale żeby był (najlepiej +18)weny kochana
OdpowiedzUsuńWitam Cię kochana. Minęło już sporo czasu odkąd coś napisałam i szczerze mówiąc jestem w szoku, że komukolwiek się to jeszcze podoba. Ze względu na to, że dałaś mi niezłego kopa uświadamiając, że ten blog jeszcze żyje, obiecuję Ci, że napiszę dla Ciebie scenariusz :) Za miesiąc mam maturę, więc nie obiecuję, że uda mi się go napisać jeszcze przed, ale się postaram. Buziaki <3
UsuńSzczerze kocham tego bloga i nie chcę aby "umierał".
OdpowiedzUsuńPisanie jest tym co lubisz i naprawdę to widać.
Weny kochana. Hwaiting